Indyjski dziennik gospodarczy „The Financial Express” twierdzi, że Fabryka Samochodów Osobowych z Żerania na wzmocnić pozycję indyjskiej firmy na rynkach wschodnioeuropejskich.

Ten jeden z lepiej rokujących koncernów jest w tej części Europy praktycznie nieobecny. Choć dziennikowi nie udało się ustalić dokładnie, jakie pieniądze wchodzą w grę, z nieoficjalnych źródeł wynika, że Tata Motors na akwizycję w Europie przeznaczył około 1 mld dol. To wystarczy, żeby wykupić polską firmę od UkrAvto nawet z ponad 100 ha terenów należących do zakładu.

Przedstawiciele żerańskiej spółki nie komentują informacji indyjskiej prasy. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że Tata to niejedyna firma, która zabiega o przejęcie FSO. Na liście zainteresowanych zakupem jest też indyjska Mahindra & Mahindra. Ochotę na uruchomienie produkcji małego modelu auta ma też chińskie Cherry. Jednak według „The Financial Express” oferta Chińczyków stała się już nieaktualna, a to znaczy, że najbliżej przejęcia jest Tata.

Marek Dyżakowski, szef Związku Zawodowego Inżynierów i Techników FSO, twierdzi, że więcej na temat nowego inwestora dla Żerania możemy się dowiedzieć na początku kwietnia. W przyszłym miesiącu zapowiadano spotkanie przedstawicieli Ministerstwa Gospodarki, Skarbu Państwa, Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych oraz zarządu spółki i pracowników.

Roman Kantorski, szef Polskiej Izby Motoryzacji, uważa, że FSO to okazja dla inwestora. Fabryka była gruntownie zmodernizowana za czasów Daewoo. Po bankructwie Koreańczyków rozpoczęła się jej agonia. Ratunkiem miało być wejście do zakładu ukraińskiego Ukr-Avto. Trzy lata temu wydawało się, że FSO odżyje: GM DAT, koreańskie ramię amerykańskiego giganta, chciało na nowo zaangażować się na Żeraniu. Jednak z kapitałowego aliansu wyszła tylko licencja na produkcję Chevroleta Aveo. Gdy pod koniec lutego 2011 r. licencja wygasła, los fabryki z 60-letnią historią stanął pod znakiem zapytania.

Jeszcze w lutym w ramach zwolnień grupowych odeszło z firmy 1200 osób, a do końca marca licząca ponad 500 pracowników załoga uszczupli się dodatkowo o ponad 100 osób. Pozostałe osoby mają czuwać nad pozostawionymi w zakładzie maszynami do czasu przyjścia nowego inwestora.

Jednak do sfinalizowania jakichkolwiek rozmów w tej sprawie droga daleka. Nie obejdzie się też bez wsparcia inwestycji ze strony rządu. Tak naprawdę w grę wchodzi objęcie zakładu specjalną podstrefą w ramach SSE i wynikającymi z tego faktu ulgami w płaceniu podatków dochodowych. Według Marka Dyżakowskiego niezbędne będą też ustępstwa po stronie stołecznego ratusza. Do 2010 r. FSO za użytkowanie 107 ha płaciła miastu rocznie tylko 1,9 mln zł. Od stycznia 2011 r. opłata wzrosła do 22 mln zł.