Irlandzkie banki będą potrzebowały dodatkowo 20 – 25 mld euro na pokrycie niespłacalnych kredytów – wynika ze stress testów, których wstępne wyniki zostały ujawnione przez irlandzkie media. Premier Enda Kenny stara się przerzucić część kosztów na zagranicznych inwestorów, którzy są udziałowcami banków. Jednak Europejski Bank Centralny stanowczo się temu sprzeciwia w obawie, że Zielona Wyspa zarazi swoimi kłopotami inne kraje UE.

Fatalne wyniki stress testów to kolejna zła wiadomość o kondycji sektora finansowego kraju. W minionych dwóch latach poprzedni rząd już przeznaczył 46 mld euro na uratowanie przed upadkiem największych instytucji finansowych kraju, przez co dług państwa urósł w tym roku do 107 proc. PKB.

Nowa dziura zostanie co prawda pokryta z uzgodnionego w listopadzie zeszłego roku pakietu ratunkowego UE i MFW, w którym na rekapitalizację irlandzkich banków przeznaczono 35 mld euro. Ale to nie rozwiązuje problemu instytucji finansowych Zielonej Wyspy. Ich bilans jest tak wątpliwy, że praktycznie żaden bank zagraniczny nie chce im pożyczać pieniędzy. Udzielone kredyty (z których duża część jest nie do odzyskania) stanowią aż 170 proc. wartości depozytów, podczas gdy europejski limit wynosi 120 proc. Aby dostosować się do unijnych wymagań, banki powinny natychmiast sprzedać aktywa warte aż 90 mld euro. Zdaniem analityków domu maklerskiego Davy Stockbrokers poniosłyby w takim przypadku stratę 20 mld euro, bo rynek nieruchomości Irlandii jest dziś w głębokim dołku.

Aby uratować irlandzki sektor finansowy i uniknąć paniki na rynku, która mogłaby ogarnąć inne kraje Unii, Europejski Bank Centralny prowadzi z rządem w Dublinie negocjacje w sprawie uruchomienia stałej linii kredytowej dla banków – ujawnił „The Irish Times”. Już teraz jednak irlandzkie banki zaciągnęły pożyczki od EBC na kwotę 80 mld euro i od irlandzkiego banku centralnego na kolejne 70 mld euro.

Premier Enda Kenny obawia się, że narastające długi banków w końcu spowodują bankructwo samej Irlandii. W minionych dwóch latach rząd doprowadził bowiem do upaństwowienia głównych banków kraju, w tym Anglo-Irish Bank i Allied Irish Banks, i przejął większość ich zobowiązań. Jak ujawnił wczoraj minister rolnictwa Simon Coveney, rząd chce, aby część strat spowodowanych załamaniem irlandzkiej bańki nieruchomościowej ponieśli także zagraniczni udziałowcy instytucji finansowych Irlandii. Mieliby oni stracić całość lub część tej części obligacji irlandzkich banków (16,4 mld euro), która nie była objęta gwarancjami skarbu państwa. Dzięki temu ciężar nałożony na budżet państwa okazałby się mniejszy przy jednoczesnym uniknięciu bankructwa samych instytucji finansowych.

Alan McQuaid, analityk domu maklerskiego Bloxham Stockbrokers w Dublinie, nie wierzy jednak, aby do tego doszło. Na taki scenariusz musiałby się zgodzić Europejski Bank Centralny, obecnie główny wierzyciel irlandzkiego rządu. Tymczasem EBC obawia się wywołania w ten sposób reakcji łańcuchowej: niemieckie, francuskie czy hiszpańskie banki, które poniosłyby poważne straty w Irlandii, same mogłyby zbankrutować.

Przerzucenie części kosztów złych długów na prywatnych inwestorów stworzyłoby także niebezpieczny precedens dla innych krajów, gdzie banki mają na koncie bardzo wiele złych długów, jak Hiszpania. EBC obawia się, że wówczas inwestorzy zaczęliby sprzedawać obligacje także tych banków w obawie, że za chwilę stracą one wartość.

Częściowa niewypłacalność pozwoliłaby Irlandii na uniknięcie lat stagnacji - Daniel Gros, główny ekonomista Centrum Europejskich Analiz Politycznych w Brukseli

System finansowy Irlandii utrzymuje się na powierzchni tylko dzięki niskooprocentowanym (1 proc.) pożyczkom Europejskiego Banku Centralnego, które osiągnęły już odpowiednik 100 proc. PKB kraju. W zamian EBC stawia jednak warunek: irlandzki rząd musi gwarantować całość obligacji wyemitowanych przez banki, a więc zapłacić za wszystkie błędy z przeszłości banków komercyjnych. W ten sposób unijny bank centralny chce zapobiec panice na rynkach finansowych UE. To jednak zła strategia. Gdy bowiem stopy procentowe EBC urosną, Irlandia będzie musiała jeszcze bardziej podwyższyć podatki, ograniczyć wydatki i pogodzić się z latami stagnacji gospodarczej, aby spłacić zobowiązania wobec unijnego banku centralnego. Znacznie lepiej byłoby ogłosić niewypłacalność przynajmniej wobec tej części obligacji banków (wartą ok. 10 proc. PKB Irlandii), której rząd Irlandii nie objął w zeszłym roku gwarancjami. Mimo wszystko Irlandia wciąż może uniknąć bankructwa: w przeciwieństwie do Greków Irlandczycy są cierpliwi i gotowi ponosić wyrzeczenia przez długi czas.