„Run na banki może okazać się największym problemem w obecnej sytuacji” – ocenia Robert McKinnon, szef inwestycji w ASAS Capital w Dubaju. Jego zdaniem egipskie władze najpewniej zdecydują się dalej na zamknięcie systemu finansowego, aby uniknąć takiego ryzyka.

W niedzielę po sześciu dniach starć w Egipcie, banki i rynki dalej były zamknięte. Siedziby banków i budynki rządowe w Kairze są strzeżone przez czołgi, aby zapobiec ich plądrowaniu przez elementy przestępcze.

Do czwartku, 27 bm. indeks egipskiej giełdy EGX 30 stracił w ciągu dwóch dni 16 proc. W reakcji na wydarzenia w Egipcie, w poniedziałek rynki na Bliskim Wschodzie znowu poszły w dół.

Bank centralny podobno ma 36 mld dolarów rezerw 

Farouk El-Okdah, szef egipskiego banku centralnego powiedział w niedzielę, że rezerwy banku wynoszą 36 mld dolarów, co jego zdaniem jest wystarczające dla uspokojenia inwestorów, gdyby chcieli wycofać swoje funduszu. W podobnym duchu wypowiada się Mohamed Barakat, prezes kontrolowanego przez państwo Banque Misr i zarazem szef stowarzyszenia egipskich bankierów. Twierdzi, ze banki są „płynne”; stosunek pożyczek do depozytów wynosi 53 proc. 

CIB, największy w Egipcie bank notowany na giełdzie, pod koniec roku 2009 posiadał aktywa w wysokości 64,1 mld egipskich funtów (11 mld dolarów) i depozyty w wysokości 54,6 mld funtow. Jego największym udziałowcem od czerwca 2009 roku jest brytyjska firma private equity Actis Capital, która pakiet 9,3 proc. akcji nabyła za 244 mln dolarów.

Spadną wpływy z turystyki i przekazy od Egipcjan z zagranicy
Ekonomiczne skutki największych zamieszek w Egipcie od przeszło 30 lat rządów prezydenta Hosni Mubaraka dotkną nie tylko sektora finansowego. Zagrożone są także wpływy z turystyki oraz przekazy od Egipcjan pracujących za granicą, które wspólnie z dochodami z funkcjonowania Kanału Sueskiego stanowią główne źródła zarobku zagranicznych środków.

W zeszłym roku finansowym – do czerwca 2010 – Egipcjanie przesłali do kraju z zagranicy 9,5 mld dolarów. Turystyka zapewniła Egiptowi wpływy w wysokości 13 mld dolarów.

Zagraniczny biznes będzie teraz unikał Egiptu do czasu wyklarowania się sytuacji politycznej, a w międzyczasie gospodarka tego „poniesie ogromne straty” – twierdzi Rami Sidani, szef inwestycji w firmie Schroders Middle East w Dubaju.