Jeszcze rok temu LOT zapowiadał, że licząca niespełna dziesięć tras krajowa siatka połączeń lotniczych będzie niemal tak gęsta jak autobusowa czy kolejowa. Dziś prezes LOT Marcin Piróg ma przedstawić radzie nadzorczej spółki nową strategię dla kraju. Wiadomo na pewno, że porty regionalne nie mogą na wiele liczyć. – Można spodziewać się 5 – 6 nowych tras – mówi nam osoba dobrze znająca plany LOT-u. Niemal pewne są nowe połączenia z Krakowa i Gdańska, a być może także z Poznania, Wrocławia i Rzeszowa.

Jak najszybciej

Z planów zakładających nawet kilkadziesiąt nowych tras w kraju i do krajów ościennych nic nie wyszło, bo Sebastian Mikosz, poprzednik Marcina Piróga, uznał, że takie trasy są nieopłacalne. Do projektu długo nie mógł się przekonać także nowy prezes LOT-u. Gdy przygotowywał strategię dla spółki, rozkład krajowy pozostawił bez zmian. To dlatego w grudniu 2010 roku rada nadzorcza LOT-u nie zaakceptowała przygotowanego przez Piróga dokumentu, prosząc go o uzupełnienie właśnie o ten element.

Dziś powinno się obejść bez większych komplikacji, bo Piróg znalazł salomonowe rozwiązanie. W nowej wersji plan został mocno okrojony, nie na tyle jednak, żeby spotkać się krytyką ze strony Skarbu Państwa, któremu szczególnie zależy na nowych trasach w Polsce. Resort uważa, że rozwijanie sieci lotniczej w kraju to obowiązek narodowej linii.

Plan zyskał również przychylność portów regionalnych, które chcą z nim wystartować, nawet jeżeli będzie mniej połączeń, niż się spodziewały jeszcze rok temu. Porty od dawna poprzez polityków lobbowały w tej sprawie w resorcie skarbu, który wraz z TFI Silesia kontroluje ponad 93 proc. akcji LOT-u.

Zwiększenie połączeń lotniczych w regionach ma merytoryczne uzasadnienie. Stwarza alternatywę dla kiepskich dróg czy dla kolei. To dlatego w nowym rozkładzie LOT-u pojawi się bezpośrednie połączenie z Krakowa do Gdańska: korzystanie z połączeń kolejowych czy drogowych między tymi dwoma miastami jest uciążliwe, a to znaczy, że lotnicze powinno mieć sporo klientów.

– Przy cenie w granicach 200 zł w jedną stronę pokłady obsługujących trasę samolotów powinny być oblegane – uważa Zbigniew Sałek, członek zarządu Międzynarodowego Stowarzyszenia Menedżerów Lotnisk.

Nie tylko biznes

Według Jana Pamuły, szefa lotniska Kraków-Balice i przewodniczącego Związku Regionalnych Portów Lotniczych, jest duża szansa, że na pokłady samolotów wsiadać będą nie tylko turyści, ale – co ważne dla linii – także biznes. Według Zbigniewa Sałka jest też szansa na przyciągnięcie do LOT-u stałych klientów PKP, PKS, a nawet podróżujących indywidualnie samochodami.

Plan zwiększenia połączeń ma wiele plusów, ale jeden mankament: przewoźnik powinien mieć więcej samolotów. Na domiar złego w 2011 r. flota krótkiego zasięgu, która obsługuje krajowe trasy, ma się zmniejszyć do dziesięciu maszyn, bo odejdą cztery leasingowane stare ATR 42-500.

W takiej sytuacji – jak uważa ekspert lotniczy Marek Serafin – zarząd spółki powinien zastanowić się, czy poszerzać siatkę połączeń. Według niego trudno sobie wyobrazić, aby ATR-y były zastępowane w istotnym zakresie przez embraery 170/175.

Z tej wady zadają sobie sprawę także przedstawiciele rządu i lotnisk. Jednak, jak mówi anonimowo przedstawiciel spółki, sprawa jest już przesądzona, a trasy wystartują jeszcze przed wakacjami.

PRAWO

Linie lotnicze potrzebne są samorządom

Krajowe połączenia lotnicze, jakie chce uruchomić LOT, mogą otrzymać wsparcie ze strony samorządów lokalnych. Jak zapewniają samorządowcy, nie ma mowy o bezpośrednich dopłatach dla LOT czy jakiejkolwiek innej linii lotniczej, bo Unia Europejska zabrania takich praktyk. Traktuje ją jak niedozwoloną prawem pomoc publiczną. Jednak większość regionów w UE znalazła sposób na ominięcie tych ograniczeń. Dotacje z budżetów samorządów trafiają na konta linii jako wynagrodzenie za promocję regionu. To trudny do podważenia argument, bo linie faktycznie sprzyjają rozwojowi regionów, przywożąc nowych turystów.