Agencja Nieruchomości Rolnych wystawi w tym roku na sprzedaż 20 zabytkowych dworków i pałaców. Liczy na zysk rzędu 20 mln zł. Eksperci wątpią: wyceny rzeczoznawców są za wysokie, przetargi trzeba będzie powtórzyć.
Publikacja: 21 stycznia 2011, 03:00 Aktualizacja: 21 stycznia 2011, 19:53
Już 25 stycznia pod młotek idą dwa pierwsze dwory: we wsiach Jarosławki i Włościejewki w Wielkopolsce. Pierwszy wyceniono na 559 tys. zł, drugi na 691 tys. zł. W następnej kolejności do sprzedaży trafią m.in. zespół pałacowo-parkowy Ławica koło Kłodzka i pałacyk w Pyszczynie w okolicach Świdnicy.
Choć – jak wyliczyła Światowa Organizacja Turystyki – obłożenie w hotelach urządzonych w stylowych murach jest o 30 – 40 proc. większe niż w nowoczesnych, chętnych na polskie dworki nie ma wielu. Przetargiem na Włościejewki zainteresowane są trzy osoby, o Jarosławki nie pytał nikt – dowiedzieliśmy się w oddziałe ANR w Poznaniu. Wszystko przez ceny – obydwa obiekty wycenione zostały na ponad 2 mln zł.
Eksperci specjalizujący się w handlu zabytkowymi nieruchomościami uważają, że wyceny rzeczoznawców zatrudnionych przez agencję są za wysokie i przetargi trzeba będzie powtórzyć. Tak było np. z pałacem w Borku Strzelińskim, który pierwszy raz na sprzedaż wystawiono ponad rok temu za 2,8 mln zł. Obiekt sprzedano jednak dopiero kilka miesięcy temu, gdy cenę wywoławczą obniżono do 1,2 mln zł.
Powtórzenie przetargu często oznacza dla Skarbu Państwa mniejsze zyski. – Gdyby agencja od razu wyszła z atrakcyjną ceną, to zgłosiłoby się więcej chętnych i pałac w Borkach poszedłby za co najmniej 2 mln zł – mówi Adam Urbuś, właściciel Agencji Nieruchomości Historycznych „Be Happy”.
Chętni na zabytkowe dwory i pałace w Polsce są, ale odstraszają ich koszty związane z remontem i renowacją starych budynków. W każdy z wystawionych na przetarg obiektów trzeba zainwestować co najmniej 1 – 2 mln zł. Co prawda kupujący może liczyć na 50-proc. upust, jeśli zobowiąże się odrestaurować budynek zgodnie z wytycznymi konserwatora, ale dotyczy to tylko obiektów, które znajdują się w rejestrze zabytków. Np. dworu w Jarosławkach w rejestrze nie ma.
Na renowację można dostać też pieniądze ze środków unijnych (od 50 proc. do 100 proc. kosztów prac konserwatorsko-budowlanych), ale inwestor musi najpierw całą kwotę wyłożyć ze środków własnych lub z kredytów bankowych.
Decydują się na to zwykle przedsiębiorcy, którzy w zabytkowych obiektach chcą urządzić eleganckie hotele i ośrodki spa. Nakłady zwracają się po 5 – 7 latach.
We Włoszech, Francji, w Wielkiej Brytanii czy Niemczech stare domy, zajazdy, obory, nawet kościoły od lat chętnie są kupowane i przerabiane na pensjonaty, ośrodki spa czy apartamenty na wynajem. Do Polski moda ta może wkroczy – gdy agencja spuści z cen.
źródło:
Dziennik Gazeta Prawna
1: Ajna z IP: 62.43.35.* (2011-01-21 17:13)
Sorry, ale nie przelknelabym nawet wody w miejscu gdzie kiedys byl oltarz, a takie sytuacje tutaj na zachodzie sa na porzadku dziennym
2: Jacek z IP: 77.255.0.* (2011-01-21 17:24)
Państwo III RP, kupczy mieniem/nieruchomościami mającymi spadkobierców i łamie święte prawo własności jak PRL konfiskująca nieruchomości obywatelom w r.1945.
3: sig z IP: 95.49.70.* (2011-01-21 17:40)
a co będzie, jeśli się okaże, że reforma rolna odbyła się z naruszeniem o właściwości ?
http://www.ptz.info.pl/#!sad_najwyzszy
Wszystko to, co właśnie agencja chce sprzedać trzeba będzie zwracać, o !
Polski rząd odpowiada Komisji Europejskiej, jak ograniczy deficyt sektora finansów publicznych

Resort transportu dopina drogową układankę. DGP dotarł do harmonogramu otwarć czterech kolejnych odcinków. Kierowcy mogą od wczoraj jeździć 7-kilometrowym odcinkiem autostrady A2 najbliżej Warszawy – między Konotopą a Pruszkowem. To odcinek E Budimeksu – pierwszy z pięciu budowanych na 91-kilometrowej trasie Łódź–Warszawa.








