Zaciągnięcie kredytu przy niskim wkładzie własnym w większości banków oznacza konieczność jego ubezpieczenia. Przeważnie taką polisę zawiera się na 3 lata, czasem na 5 lat, i płaci z góry. Zwykle kwota ubezpieczenia wchodzi w wartość pożyczki, więc nawet się jej początkowo nie zauważa. Kolejną ratę często trzeba opłacić już gotówką. – Jeśli ktoś skusił się na zakup mieszkania w całości za kredyt w szwajcarskiej walucie, to trzecia rocznica udzielenia kredytu może być bardzo kosztownym świętem – mówi Halina Kochalska z Open Finance.

W ostatnich 3 latach cena franka wzrosła z ok. 2 zł do ponad 3 zł, czyli o 50 proc. Jednocześnie najczęściej spadła wartość nieruchomości, która jest zabezpieczeniem pożyczki.

Jeśli więc przed trzema laty kredytobiorca pożyczył 400 tys. zł (184,4 tys. CHF) na 80 proc. nieruchomości, to dzisiaj, po spłaceniu 13 tys. franków kapitału, wysokość jego zadłużenia w polskiej walucie wynosi aż 527 tys. zł. Dlatego składka ubezpieczenia nie będzie naliczona od 80 tys. – jak 3 lata temu ale od 227 tys. zł.

Przy naszych założeniach kredytobiorca w PKO BP zapłaci składkę w wysokości 7,5 tys. zł – przed 3 laty było to 2,6 tys. zł. W BOŚ – prawie 8 tys. zł (I rata: 3 tys. zł), a w mBanku i MultiBanku aż 12 tys. zł (5,4 tys. zł).

– Rzeczywiście, może się zdarzyć, że stawka za ubezpieczenie niskiego wkładu, mimo regularnej spłaty kredytu, mocno wzrośnie – przyznaje Krzysztof Olszewski z mBanku. To dla wielu klientów będzie zaskoczeniem.

Prawdopodobnie większość z nich o kolejnej racie ubezpieczenia w ogóle zapomniała. Liczyła, że po trzech latach spłaty wysokość zadłużenia spadnie na tyle, by ubezpieczenie okazało się zbędne. Gdy bank dziś upomni się o nie, jedynym udogodnieniem, jakie zaoferuje, będzie rozłożenie składki na raty.

Trzy lata temu mieliśmy prawdziwy boom na rynku kredytów hipotecznych. W ciągu kwartału banki udzielały ponad 80 tys. nowych pożyczek. Prawie 70 proc. z nich zaciąganych było w tanich wówczas frankach. Szwajcarska waluta kosztowała ok. 2 zł.

Dzisiaj, gdy kurs jest o blisko 1 zł wyższy, nie tylko wzrosły miesięczne raty. Dziesiątki tysięcy kredytobiorców, którzy zadłużyli się na więcej niż 70 – 80 proc. wartości mieszkania, muszą też zapłacić za ubezpieczenie niskiego wkładu.

Najczęściej trzeba ubezpieczyć kwotę powyżej 80 proc. wartości kredytu. Według szacunków Open Finance, jeśli utrzymałby się dzisiejszy kurs franka i nie zmienią się ceny nieruchomości, to składkę na ubezpieczenie niskiego wkładu trzeba będzie płacić aż przez 17 lat, tak długo aż zadłużenie spadnie poniżej 80 proc. wartości nieruchomości.

Eksperci uspokajają, że w tym roku złoty powinien się umacniać. Ale to może się stać dopiero za jakiś czas, a ubezpieczenie trzeba płacić teraz. A kiedy już zapłacimy, pieniądze przepadły.

W DNB Nord, w którym ubezpieczenie jest najtańsze, kredytobiorca musi zapłacić mniej niż 1 proc. kwoty powyżej 80 proc. wartości kredytu na 3 lata, a w kolejnych – 0,3 proc. za każdy następny rok. To jednak wyjątek, bo najczęściej ubezpieczenie jest pobierane z góry na kilka lat i kosztuje 3 – 4,5 proc.

Najczęściej ubezpieczenie płaci się za 3 lata z góry, ale w Raiffeisen Banku i Deutsche Banku PBC składka jest płatna raz na 5 lat. DB tłumaczy jednak, że jego klienci po tym okresie nie będą płacić wyższej składki.

– Jeśli na początku brakujący wkład własny, który trzeba ubezpieczyć, wynosił 10 tys. franków i w czasie pierwszych lat spłaciliśmy np. 8 tys. kapitału, to ubezpieczenie na kolejne 5 lat będzie pobrane tylko od kwoty 2 tys. – mówi Agnieszka Pilarek z Deutsche Bank PBC.

Są też instytucje, które składkę pobierają co miesiąc w postaci wyższego oprocentowania. W Getin Noble Banku i Nordei jest ono wyższe o 0,25 pkt. proc.

– Z tego powodu miesięczna rata jest wyższa o blisko 120 zł, co po 3 latach daje ok. 4,3 tys. zł dodatkowego kosztu ubezpieczenia niskiego wkładu – mówi Halina Kochalska z Open Finance.