Sprawa zaczęła się od stewardes zatrudnionych w firmie, które powiadomiły ULC, że w ramach połączenia do Wietnamu pasażerów obsługuje personel zupełnie do tego celu nieprzeszkolony. LOT wynajmuje pracowników od spółki Silesia Aviation należącej do TF Silesia, właściciela 25,1 proc. akcji przewoźnika.

Elwira Niemiec, szefowa Związku Zawodowego Personelu Pokładowego, twierdzi, że zostało złamane prawo. Według niej zgodnie z przepisami lotniczymi (EU-OPS) taka sytuacja ma miejsce wówczas, gdy na pokładzie samolotu znajdują się osoby niewyszkolone, ale noszące mundury i pełniące obowiązki personelu pokładowego. Szkolenie stewardes trwa nawet trzy miesiące i dotyczy nie tylko zagadnień prawnych, lecz także zachowań w sytuacjach ekstremalnych. Elwira Niemiec twierdzi, że pracownice wynajęte od Silesia Aviation takiego szkolenia nie przeszły.

Ze względu na możliwe zagrożenie bezpieczeństwa pasażerów Urząd Lotnictwa Cywilnego szybko zajął się sprawą. – 18 grudnia przeprowadziliśmy kontrolę lotu z Warszawy do Hanoi i stwierdziliśmy pewne nieprawidłowości. Zażądaliśmy w trybie pilnym przedstawienia wyjaśnień – mówi Katarzyna Krasnodębska, rzecznik prasowy Urzędu Lotnictwa Cywilnego.

Jakie to były nieprawidłowości? ULC odmawia podania szczegółów. LOT bagatelizuje sprawę. – Na każdym rejsie zapewniona jest wymagana obsada wykwalifikowanego personelu pokładowego zgodnie z obowiązującymi przepisami lotniczymi – zapewnia biuro prasowe PLL LOT.

Przewoźnik twierdzi, że skorzystał z pomocy Silesia Aviation, ponieważ spółka zaoferowała personel posługujący się językiem wietnamskim. – Przyczyniło się to do zwiększenia konkurencyjności oferty LOT-u na tej trasie – twierdzi biuro prasowe.

Przedstawiciele firmy podkreślają też, że outsourcing personelu pokładowego stosowany jest przez innych przewoźników na tego typu połączeniach. Tak jest na przykład w liniach amerykańskich czy brytyjskich.

Mariusz Szpikowski, prezes Air Italy Polska, przyznaje, że outsourcing jest rzeczywiście dosyć popularnym zjawiskiem w branży lotniczej. Sam zresztą musiał w tym roku z niego korzystać, by obsłużyć dodatkowe połączenia. Twierdzi jednak, że nie zawsze jest to dobry pomysł, bo wynajęci pracownicy nie identyfikują się z przewoźnikiem. – Cierpi na tym jakość usług – uważa Szpikowski.