Euro nie jest już naszą ulubioną walutą. Polacy chcą stabilizacji, a euro to teraz synonim niepokojów i zagrożeń, czyli tego wszystkiego, czego boimy się najbardziej.

Komisja Europejska przepytała obywateli nowych państw członkowskich UE pod kątem ich sympatii do wspólnej waluty. Okazało się, że entuzjazm do euro topnieje w oczach, także w Polsce. Z badań wynika, że strefa euro nie jest już synonimem dobrobytu i spokoju. Co ciekawe, chcemy jak najpóźniejszego wprowadzenia euro. Największy spadek poparcia w grupie nowych państw dokonał się w Polsce, o 4 pkt proc., do 41 proc. W efekcie po raz pierwszy udział przeciwników wprowadzenia euro w naszym kraju przekroczył odsetek zwolenników.

Zmiana tak naprawdę nie jest zaskakująca, bo kto chciałby się znaleźć w towarzystwie, które nie pała do siebie wielką sympatią, patrzy sobie na ręce, a do tego ma na sumieniu jakieś ciemne sprawki związane z fałszowaniem państwowych budżetów, tak jak Grecy. W takim gronie nie ma zwykle dobrej atmosfery, a Polacy ostatnio bardzo wysoko cenią sobie spokój, stabilizację i wzajemną sympatię. Nie po drodze nam z Grekami, Portugalczykami czy Irlandczykami. Tak naprawdę to z nikim nam nie po drodze, bo cała strefa euro to dziś kipiący wulkan. Z tych wstrząsów, które przeżywa teraz Euroland, może się jednak coś ciekawego wykluć. Struktura, która powstała jako idea w umysłach polityków, teraz zaczyna przybierać kształty. I państwa należące do Eurolandu muszą stworzyć mocniejszą, bardziej jednolitą organizację.

Opinie, że euro jest nam niepotrzebne, a Euroland to miejsce przeklęte, opierają się na przekonaniu, że jesteśmy wyspą na wzburzonym morzu kryzysu. To złudzenie. Nie stworzyliśmy struktur odpornych na zewnętrzne burze. Radykalny spadek sympatii do euro to przejaw iluzorycznej wiary w siłę i stabilność naszej gospodarki. Owszem, radzi sobie ona nieźle, ale to politycy Eurolandu robią wszystko, by w przyszłości kryzys nie zrujnował ich gospodarek, to oni tworzą mechanizmy chroniące państwa przed nadmiernym zadłużeniem. Euroland próbuje ratować euro. Z jakim skutkiem, to się dopiero okaże. Jeżeli jednak operacja naprawcza zakończy się sukcesem, Euroland wyjdzie z kryzysu o wiele mocniejszy niż teraz.

Nie warto wieszać psów na euro, bo to ono ma większe szanse poradzić sobie z kryzysem niż wszystkie nowe kraje unijne razem wzięte, na czele z Polską.