Tysiące pasażerów na dworcach, setki odwołanych połączeń i nawet dziesięciogodzinne opóźnienia pociągów – to zimowe żniwo ostatnich dni. Na dodatek pogłębione bałaganem z wprowadzeniem zmian do rocznego rozkładu jazdy. Chaos, jaki ogarnął cały kraj, wyjątkowo dobitnie pokazał, że polska kolej pozostaje bez nadzoru.

Prezes PKP SA, spółki matki na polskiej kolei, po tym wielkim blamażu rozdzierał w mediach szaty, ale po cichu kolejarze usprawiedliwiają się, że pociągi spóźniają się na całym świecie. W Polsce stało się to jednak regułą. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka, ale daje się je wpisać pod jeden wspólny mianownik: wieloletnie zaniedbania.

Polityczne zaniedbania

Polska kolej została zapomniana przez polityków i jest największym przegranym transformacji gospodarczej w kraju. Jakub Majewski, ekspert w branży kolejowej, podkreśla, że kolej jako jedyna gałąź gospodarki pozostająca w rękach państwa miała się zreformować własnymi siłami.

– Podczas gdy górnictwo czy hutnictwo otrzymywały miliardowe środki na przekształcenia, kolej nie dostała ani złotówki. Obecna sytuacja na rynku przewozów pasażerskich jest prostą konsekwencją tych zaniedbań – uważa Jakub Majewski.

Autorzy „Białej księgi – mapy problemów polskiego kolejnictwa” wytykają, że tylko w latach 2002 – 2010 górnictwo otrzymało pomoc publiczną w wysokości 23 mld zł, w tym 18 mld zł w postaci redukcji zadłużenia. Po 1989 r. stocznie mogły liczyć na 12 mld zł. Kolejne miliardy szły na restrukturyzację zbrojeniówki i hutnictwa. Dla kolejarzy na nic oprócz odpraw nie starczyło.

Dobre i to, bo w ten sposób przedsiębiorstwu państwowemu PKP, a potem już PKP SA udało się ograniczyć zatrudnienie z 212 tys. w 1998 r. do 143 tys. osób w 2003 r. Na więcej nie starczyło sił, pieniędzy i ochoty, bo kolejne zmiany, już bardziej radykalne, zaczęły być blokowane przez związki zawodowe wysługujące się politykami. I tak prywatyzacja spółek PKP, która miała ruszać z początkiem 2005 r., nie odbyła się do dzisiaj.

Już raz, po podziale w 2001 r. PKP na 23 spółki, politykom zabrakło odwagi do kontynuowania reform. – Prostą odpowiedzią na ówczesne problemy było zamykanie kolejnych połączeń, co przy braku restrukturyzacji i ponad 50-proc. udziale kosztów stałych nie rozwiązywało problemów spółki, prowadziło natomiast do odpływu klientów, skoro kasowano dla nich ofertę – uważa Adrian Furgalski, ekspert w branży kolejowej.

Oddanie samorządom Przewozów Regionalnych w styczniu 2009 r. nie przyniosło jak na razie zauważalnej dla pasażera poprawy, a wręcz pogorszyło sytuację. Rozregulowano rynek przewozów pasażerskich, bo nie wprowadzono regulacji stwarzających ramy do funkcjonowania pierwszej znaczącej konkurencji.

Kolejne rządy od lat unikają problematyki kolejowej, licząc na to, że podjęcie kosztownych lub niepopularnych decyzji naprawiających kolej uda się odwlec. Osoby odpowiedzialne za polską kolej uważają, że tym problemem powinien zająć się ktoś inny. Decyzje o rozpoczęciu koniecznych reform, takich jak wydzielenie PKP Polskich Linii Kolejowych SA ze struktur Grupy PKP, prywatyzacja PKP Cargo SA i PKP Intercity SA, zmiana organizacji działania Urzędu Transportu Kolejowego itp., są ciągle odkładane. Jeżeli nie nastąpią zdecydowane działania Sejmu i rządu, nasza zapóźniona kolej będzie hamowała wzrost gospodarczy kraju i kompromitowała Polskę wobec zagranicy, nie mówiąc już o porażce polityki transportowej państwa. Będziemy tracić dochody i miejsca pracy.