Zarówno Bratysława, jak i Budapeszt przekonują, że skoro stara UE ustala reguły gry w Europie poprzez fakty dokonane, również one mogą decydować po swojemu, jak radzić sobie z kryzysem.

Euro nam szkodzi, wrócimy do korony

Balon próbny albo jeden felieton za dużo. Słowa szefa parlamentu Słowacji o rozważeniu rezygnacji z euro są pierwszą wypowiedzią tak wysoko postawionego polityka, który kwestionuje sens unii walutowej.

„Najwyższy czas, by Słowacja przestała ślepo wierzyć na słowo liderom strefy euro i opracowała plan B zakładający ponowne wprowadzenie korony. Skoro jesteśmy zbyt małym krajem, by wpływać na działania UE, musimy chociaż chronić wartości, które tworzą ludzie żyjący na Słowacji” – napisał w „Hospodarskich Novinach” Richard Sulik. Szefa parlamentu trudno uznać za populistę. To szanowany nad Dunajem liberalny ekonomista.

Według Sulika od 1 stycznia 2009 r., gdy Słowacja wprowadziła wspólną walutę, zmieniono bez jej zgody trzy kluczowe reguły rządzące unią walutową. „Mam na myśli kryteria z Maastricht (najwyżej 3-proc. deficyt), art. 125 traktatu lizbońskiego (każdy kraj samodzielnie odpowiada za swoje zobowiązania) i wewnętrzne reguły Europejskiego Banku Centralnego (nie wykupuje się obligacji państw członkowskich). Dobrze pamiętam, jak bezwzględni strażnicy euro nie przyjęli Litwy, dlatego że w roku referencyjnym przekroczyła deficyt o 0,07 pkt proc.” – argumentuje Sulik.

Tymczasem w 2009 r. regułę deficytu spełniły tylko Finlandia i Luksemburg stanowiące razem zaledwie 2,3 proc. PKB strefy euro. Do tego EBC od czasu zapaści w Grecji wykupuje papiery dłużne zagrożonych państw, a Atenom i Dublinowi przyznano kolosalną pożyczkę na ratunek przed bankructwem. Zdaniem Sulika historia euro może się skończyć, gdy będzie trzeba zapłacić za długi Hiszpanii i Włoch. „Dług Włoch jest o połowę większy niż długi Grecji, Irlandii, Portugalii i Hiszpanii razem wziętych” – czytamy.

Właśnie bailout Grecji wywołał pod Tatrami protesty. Bratysława jako jedyny kraj UE odrzuciła udział w pomocy dla Aten, argumentując, że byłaby to pomoc kraju biedniejszego dla bogatszego. Spośród wszystkich państw eurogrupy właśnie słowacki udział w pomocy stanowiłby najwyższy odsetek krajowego PKB.

Słowa Sulika wywołały burzę. – Twierdzenia o rozpadzie unii walutowej to krótkowzroczny populizm – powiedział dziennikowi „Sme” Nicolaus Heinen z Deutsche Banku. – Nie da się zrezygnować z euro bez opuszczenia UE – dodał. Heinen odnosi się do art. 4 traktatu akcesyjnego, na mocy którego nowe państwa UE mają obowiązek przyjęcia euro. – Zgodnie z prawem UE nie można opuścić strefy euro. Teoretycznie Słowacja może je zignorować i ogłosić wymianę euro na nową koronę. W praktyce doprowadziłoby to do bankructwa słowackich banków – mówi „DGP” ekonomista Julian D.A. Wiseman.

Rząd Orbana likwiduje OFE. W zamian niższe podatki

Jeszcze dalej poszli Węgrzy. Viktor Orban likwiduje system otwartych funduszy emerytalnych i zapowiada uderzenie w niezależność banku centralnego. Tak, by rząd miał wpływ na politykę stóp procentowych. W zamian oferuje Węgrom najniższe podatki dla firm w Europie. Stawka CIT od 2013 roku dla wszystkich przedsiębiorstw będzie wynosiła 10 proc., czyli o 2,5 proc. mniej niż w Irlandii. W ten sposób Węgry mają powtórzyć sukces gosodarczy Zielonej Wyspy sprzed kilku lat. Na takie plany krzywi się Komisja Europejska. Jej zdaniem pieniądze z OFE zostaną przejedzone. A niskie podatki jeszcze bardziej powiększą dziurę budżetową.

Budapeszt łamie tabu

Bruksela obawia się również, że inne kraje UE pójdą śladem Węgier. Bo decyzja Budapesztu łamie tabu, które zakładało, że OFE nie będzie demontowane. Jak pisze „Financial Times”, nieprzypadkowo właśnie w poniedziałek przewodniczący KE Jose Manuel Barroso przesłał list do premiera Donalda Tuska, w którym obiecuje, że Bruksela uwzględni koszty składek OFE przy podejmowaniu decyzji o wszczęciu procedury nadmiernego deficytu przeciwko naszemu krajowi (choć sama metodologia liczenia długu i deficytu się nie zmieni).

Ze źródeł bliskich rządowi wynika, że Tusk uważnie śledzi politykę szefa węgierskiego rządu i jeśli zakończy się ona sukcesem, może pójść tym tropem. Gdyby nie roczne przekazy do OFE w wysokości 24 mld zł, polski deficyt budżetowy wynosiłby pod koniec roku nie 7,9 proc. PKB, tylko o 2,5 proc. mniej.

Podobnie w Bułgarii, gdzie w sobotę parlament przyjął ustawę, która przekazuje część środków prywatnych funduszy emerytalnych do systemu państwowego.

Rząd Viktora Orbana szykuje jeszcze jedną kontrowersyjną zmianę. W najbliższych tygodniach premier chce znowelizować ustawę o banku centralnym. Pozwoli ona wpływać gabinetowi na wysokość stóp procentowych. Obecny prezes Narodowego Banku Węgier Andras Simor jest w konflikcie z rządem. Jego zdaniem cena pieniądza musi zostać podniesiona, aby przeciwdziałać rosnącej inflacji, a to może utrudnić plan Orbana przyspieszenia wzrostu gospodarczego.

10 mld euro do budżetu

O tym, że los OFE na Węgrzech jest przesądzony mówiono już od miesięcy. W poniedziałek wieczorem 250 głosami za przy 58 przeciw i 43 wstrzymujących się, parlament przegłosował ustawę, która wymusza na przeniesienie oszczędności zgromadzonych w drugim filarze do państwowego systemu emerytalnego zarządzanego na wzór polskiego ZUS-u.

Centroprawicowy Fidesz i sam Orban przekonują, że reforma OFE pozwoli na opanowanie deficytu budżetowego (obniżenie go do poziomu poniżej 3 proc. PKB) i zmniejszy dług publiczny (z obecnych 78 proc. PKB do mniej niż 70 proc. PKB w 2014 roku). W konsekwencji pozwoli na obniżenie w 2013 roku podatku od zysku dla przedsiębiorców do 10 proc., czyli najniższego w Europie. Już od 1 stycznia 2011 roku Węgrzy będą płacili liniowy podatek dochodowy (PIT) na poziomie 16 procent.

Nowe przepisy pozwolą rządowi przejąć około 10 mld euro zgromadzonych na kontach OFE. – Dzięki reformie będziemy mieli jeden z pięciu najniższych deficytów budżetowych w Unii Europejskiej – podkreśla sekretarz stanu w ministerstwie gospodarki Zoltan Csefalvay. – Stosujemy niekonwencjonalne metody. W bliskiej przyszłości agencje ratingowe podniosą ocenę Węgier, gdy stanie się jasne, że działania rządu przynoszą efekt – komentuje z kolei Orban.

Na razie jednak zachodnie instytucje finansowe są sceptyczne.

W najnowszej prognozie gospodarczej KE uznała, że gdy jednorazowe środki naprawy finansów publicznych zostaną wyczerpane (jak likwidacja OFE), deficyt budżetowy Węgier znów będzie rósł (z 3,8 proc. PKB w tym roku do 6,2 proc. w 2012 roku). Rosnąć, zdaniem Brukseli, będzie też węgierski dług (do 81,6 proc. PKB w 2012 roku), który i tak już jest dziś najwyższy wśród nowych krajów członkowskich Unii. KE uważa, że obniżka podatków nie skłoni Węgrów do większej konsumpcji, bo z jednej strony obawiają się oni utraty pracy (11 proc. osób w wieku produkcyjnym jej nie ma), a z drugiej są oni przytłoczeni kredytami we frankach szwajcarskich, których wartość wzrosła z uwagi na deprecjację forinta.