W opublikowanej wczoraj prognozie Bruksela poprawiła perspektywy dla naszej gospodarki.

Zamiast o 2,7 proc., jak przewidywano wiosną, PKB naszego kraju ma się w tym roku zwiększyć o 3,5 proc. To dwa razy więcej niż średnio w całej Unii. W roku przyszłym polska gospodarka przyspieszy do 3,9 proc., ustępując tempem rozwoju już tylko Estonii. Jeszcze pół roku temu Bruksela spodziewała się znacznie skromniejszego tempa wzrostu na poziomie 3,3 proc. A w 2012 roku ze wzrostem 4,2 proc. Polska nie będzie już miała żadnego równego sobie kraju.

W przeciwieństwie do innych państw Unii wzrost polskiej gospodarki ma bowiem aż trzy źródła. To przede wszystkim większe wydatki konsumpcyjne Polaków. Będziemy coraz chętniej robili zakupy, bo z jednej strony ryzyko utraty pracy zmaleje (zdaniem Brukseli w 2012 roku poziom bezrobocia spadnie do 8,5 proc.), a z drugiej pracodawcy zaczną stopniowo podwyższać nasze pensje, aby zatrzymać najlepszych fachowców.

Wzrost będą jednak także wspierały inwestycje finansowane przez unijne fundusze strukturalne oraz budowa stadionów i dróg przed Euro 2012.

Wreszcie polskiej gospodarce bardzo pomoże poprawa koniunktury w Niemczech. To głównie dzięki temu można się spodziewać szybkiego wzrostu naszego eksportu.

Prognoza komisji ma jednak też i ciemną stronę. W przeciwieństwie do rządu Bruksela przewiduje bardzo powolne tempo redukcji długu publicznego. Do 2012 roku dziura w finansach publicznych spadnie tylko nieznacznie z 7,9 do 6 proc. PKB, a dług publiczny niemal osiągnie konstytucyjny limit 60 proc. PKB. To oznacza, że rządowe plany przyjęcia euro w 2015 roku właściwie przestają być realne.

– W 2012 roku będziemy mieli jeden z najwyższych deficytów budżetowych w Unii. Nie można wykluczyć, że wówczas rynki finansowe zainteresują się Polską w taki sam sposób, w jaki dziś interesują się Portugalią i Hiszpanią – mówi ekonomista Janusz Jankowiak.

Dodaje, że gdy inne kraje Unii drastycznie tną deficyt, polski rząd sięga do takich sztuczek jak wstrzymanie przekazywania składek do OFE czy wykluczenie z budżetu państwa Funduszu Drogowego. To jest ryzykowna strategia. – W pewnym momencie źródła takiego wzrostu się wyczerpią – ostrzega.

Już w tym roku deficyt budżetowy Polski (7,9 proc. PKB) będzie większy niż średnia Unii (6,8 proc.). Ale w nadchodzących dwóch latach ten kontrast jeszcze bardziej się zwiększy, bo większość rządów Unii forsuje drastyczne plany oszczędnościowe. Dzięki nim w 2012 roku średni poziom dziury w budżecie wyniesie już tylko 4,2 proc., a więc stosunkowo niewiele powyżej kryterium z Maastricht. Wśród dużych państw UE poza Polską tylko Wielka Brytania będzie miała wówczas jeszcze większy deficyt.

Dariusz Filar, członek Rady Gospodarczej przy premierze

Rząd stoi przed trudnym wyborem między utrzymaniem dynamicznego wzrostu gospodarki a ostrym cięciem deficytu budżetowego. Przed wyborami parlamentarnymi w 2011 roku sensowniejszą strategią wydaje się utrzymanie szybkiego wzrostu. Wtedy można mieć nadzieję, że w nowym Sejmie pojawi się szeroka koalicja partii opowiadających się za odważną reformą finansów publicznych. Radykalne ograniczenie deficytu budżetowego już teraz może się okazać pyrrusowym zwycięstwem, bo nowy rząd znów doprowadzi do jego zwiększenia.

Trzeba też pamiętać, że duża część deficytu wynika z wykorzystania unijnych funduszy strukturalnych. Polska na tle innych krajów Europy Środkowej robi to wyjątkowo skutecznie. Dzięki temu wreszcie modernizujemy infrastrukturę drogową, która stanie się podstawą do dalszego rozwoju gospodarki w przyszłości. Taka strategia jest tym bardziej uzasadniona, że nie wiadomo, czy po 2013 roku Polska zdoła utrzymać unijne fundusze strukturalne na obecnym poziomie. Na krótką metę to zwiększa jednak deficyt budżetowy i dług państwa, bo unijne projekty muszą współfinansować albo samorządy, albo państwo.