Do salonów Empiku trafi wkrótce nowy czytnik e-booków. Premiera OYO to początek zmian, które mogą wywrócić rodzimą branżę wydawniczą do góry nogami.

Polska jest najszybciej rozwijającym się rynkiem e-literatury w Europie Środkowo- -Wschodniej. Według szacunków firmy PricewaterhouseCoopers wartość sprzedanych książek elektronicznych wyniesie w tym roku około 9 mln zł. Cała nasza e-branża wyceniana jest na dwa razy więcej. W zestawieniu z rynkiem książki papierowej, szacowanym (po cenach detalicznych) na ok. 4 mld zł, te sumy nie robią może wrażenia, ale przez najbliższe lata co roku będą się podwajać. – Świat zmierza w stronę e-literatury i nasi wydawcy zaczynają dostosowywać się do tego trendu – komentuje Bartosz Roszkowski, prezes zarządu firmy NetPress Digital, czołowego wydawcy i kolportera e-booków w Polsce.

Koniec ery Gutenberga

Branża uważnie śledzi losy OYO, bo w tę inwestycję zaangażował się największy gracz na rynku. Sygnały są obiecujące. Empik informuje, że pierwsza partia czytnika rozeszła się już w internetowej przedsprzedaży. OYO góruje nad konkurencyjnymi urządzeniami ceną – w salonach Empiku dostępny będzie za 649 złotych. Oznacza to, że jest tańszy od dotychczasowych elektronicznych czytników polskojęzycznych książek o ponad 100 złotych. – To ciągle za drogo. Prawdziwa ekspansja czytników zacznie się, gdy cena spadnie do 300 – 400 złotych – twierdzi Roszkowski. W podobnym tonie wypowiada się analityk rynku książki Jakub Frołow. Podkreśla, że cena czytnika ma także zasadnicze znaczenie dla ekspansji e-booków.

Świadczą o tym przykłady zza oceanu. Kiedy amerykański magazyn internetowy Amazon.com w połowie roku zaczął rozprowadzać nowy model swojego e-readera po 139 dolarów za sztukę, jego sprzedaż pobiła rekordy. W ciągu czterech tygodni Kindle 3 stał się najlepiej sprzedającym się produktem w historii e-księgarskiego potentata. Firma nie ujawnia danych, ale branża szacuje, że sprzedało się już około miliona egzemplarzy; urządzenia poprzednich generacji trafiły do około trzech milionów klientów.

Sukces Kindle’a przełożył się na zainteresowanie e-bookami. Już w połowie roku, czyli jeszcze przed startem Kindle 3, firma ogłosiła, że na każde sto papierowych książek sprzedała aż 143 e-booki. Dzięki e-bookom i e-readerom w trzecim kwartale sprzedaż netto urosła aż o 39 proc., co oznacza, że Amazon.com do tej pory zarobił łącznie 7,56 mld dolarów. Jak przewiduje firma badawcza Forrester Research, tegoroczna globalna sprzedaż e-booków zamknie się kwotą blisko miliarda dolarów. Do końca 2015 r. ta liczba ma się potroić.

Na tle światowego rynku czytników Polska ciągle wypada blado: sprzedało się u nas około 6 tys. e-readerów. Nie ma jeszcze danych o wynikach kolportażu OYO, ale casus Amazona pokazuje, że czytnik Empiku może się stać polskim Kindle’em. OYO ma gabaryty standardowej kieszonkowej książki i waży niespełna ćwierć kilograma. Tekst wyświetlany jest na bezodblaskowym, dotykowym czarno-białym ekranie z opcją 16 odcieni szarości, co powoduje, że lektura możliwa jest nawet w pełnym słońcu. Na OYO można również słuchać muzyki oraz audiobooków w formacie mp3, ponadto urządzenie wyświetla grafiki i zdjęcia.

Najciekawsze jest jednak to, co i jak można na OYO ściągnąć. Na czytelników czeka licząca 5,5 tys. tytułów internetowa książnica (do końca roku ma zwiększyć ofertę do 7 tys.). E-booki można pobierać za pośrednictwem łącza WiFi. Część oferowanych tytułów jest tańsza od papierowych odpowiedników. O ile nowości kolportowane są często w tych samych cenach, o tyle klasyka jest oferowana za symboliczne kwoty. Za dzieła Mickiewicza, Zoli, Hugo, Kafki, Wilde’a, Sienkiewicza, Słowackiego, Nietzschego czy Biblię Tysiąclecia zapłacimy 4,99 złotego.

Co więcej, wzorem zachodnich firm polscy wydawcy chcą udostępniać klasykę w e-wersjach bezpłatnie. Nexto.pl zamierza uruchomić darmowy kolportaż już za kilka dni. – Na rynku e-booków zarabia się na bestsellerach i nowościach – tłumaczy Roszkowski. Dlatego w e-ofercie Empiku znajdują się tytuły z katalogów czołowych polskich wydawców. Elektroniczne wersje swoich książek kolportują za pośrednictwem sieci m.in. Prószyński, WAB, Świat Książki, Wydawnictwo Literackie i Muza.

Niektórzy analitycy mówią nawet o zmierzchu epoki Gutenberga. Tak sformułowana diagnoza może brzmieć futurystycznie, jeśli przyjrzymy się sytuacji w krajach zachodnich. Czytelnictwo utrzymuje się tam na wysokim poziomie, w sukurs idzie mu profesjonalnie zorganizowana dystrybucja książek. U nas jest dokładnie odwrotnie. Czytamy coraz mniej, a nasz rynek wydawniczy po dwóch dekadach wolności nadal w dużej mierze przypomina peerelowski skansen. Żywot nowości książkowych jest krótki. Jeśli tytuł nie jest bestsellerem, po dwóch miesiącach znika z księgarń. Nagminnie zdarza się, że nawet duże książnice nie eksponują niektórych tytułów na półkach, lecz ściągają je od hurtowników na specjalne zamówienie. Odnalazłszy w katalogu poszukiwany tytuł, czytelnik idzie do księgarni, gdzie odprawiają go z kwitkiem, oferując mu w zamian dostarczenie książki za pięć dni. We Francji, w Anglii czy Hiszpanii taką usługę bukiniści wykonują w ciągu doby.