Rynek gazu płynnego zwanego też LPG składa się w Polsce z trzech segmentów. Największy z nich to autogaz. Roczne zużycie LPG w naszym kraju to 2,3 mln ton, z czego aż 1,7 mln t to gaz używany jako paliwo samochodowe (Polska jest w tej dziedzinie światowym fenomenem, nasz kraj to nr 2 na świecie pod względem liczby stacji do tankowania autogazu i nr 3 pod względem liczby aut zasilanych tym paliwem oraz jego zużycia). Na gaz w wolno stojących zbiornikach – np. przydomowych, wykorzystywanych do ogrzewania i podgrzewania wody – przypada 245 tys. ton, a na butle gazowe – 360 tys. ton. Ciekawe jest to, że w 2009 roku w tych trzech segmentach wzrosła jedynie sprzedaż gazu do zbiorników, co jest dowodem na to, iż rośnie u nas popularność gazu jako opału do ogrzewania domów i podgrzewania wody.

Gazu w butlach używa się przede wszystkim do gotowania, także wody, we wsiach i w miastach, w których nie ma gazociągu. Gotowanie na płycie elektrycznej jest droższe niż na gazie, ale konkurencją dla zasilanych z butli kuchenek są czajniki elektryczne i mikrofalówki. Rozbudowuje się też sieć gazociągów, co sprawia, że coraz więcej osób może korzystać z nieco tańszego od LPG gazu ziemnego.

Mimo to dystrybutorzy gazu butlowego nie mają powodu do paniki. Po pierwsze dlatego, że w wielu miejscach w Polsce po prostu nie opłaca się budować gazociągu, a na razie jedyną realną alternatywą dla większości z nich jest gaz butlowy. Po drugie butle gazowe zyskują nowe zastosowania. – Polacy uwielbiają grillować i coraz częściej używają do tego grilli gazowych – mówi Sylwester Śmigiel, prezes firmy Gaspol.

Jego wada to to, że jest dużo droższy od węglowego. Najtańszy węglowy można kupić za 50 zł, a gazowy kosztuje 200 – 300 zł. Kolejne zastosowanie to coraz bardziej popularne tzw. parasole grzewcze używane np. do ogrzewania ogródków restauracyjnych przy chłodniejszej pogodzie albo nocą.

Na wieś, gdzie często nie ma gazociągu, przenosi się coraz więcej mieszkańców dużych miast. Prezes Śmigiel liczy także na to, że gaz w butlach będzie się cieszył rosnącym zainteresowaniem również dlatego, że to paliwo bardziej przyjazne środowisku niż np. węgiel.

Ważna jest też jedna z przewag gazu płynnego nad ziemnym. W przypadku tego drugiego jesteśmy na razie skazani na dyktowanie nam warunków i cen przez Rosję, która zaspokaja ponad 60 proc. zapotrzebowania Polski na gaz ziemny. Jeśli chodzi o LPG, to sytuacja jest dużo bezpieczniejsza dla naszego kraju i konsumentów. Dzięki trzem terminalom morskim do przeładunku gazu płynnego, kolei i transportowi samochodowemu możemy sprowadzać go z różnych kierunków. Obecnie Polska importuje LPG z kilkunastu krajów. Udział w jego imporcie dostawców rosyjskich wahał się w ostatnich latach od 25 do 50 proc. Dużymi dostawcami do Polski są też Kazachstan, Białoruś, Litwa, Niemcy i Norwegia.

To wszystko jednak za mało, by rynek gazu w butlach mógł się rozwijać, a firmy z tej branży nie musiały martwić się o przyszłość.

Żeby rynek się rozwijał, państwo – także za pośrednictwem sądów – powinno zdyscyplinować tych dystrybutorów, którzy posuwają się do nieuczciwej konkurencji.

Orlen Gaz chce sprzedać segment butli

Orlen Gaz zmodyfikował swoją strategię rozwoju. Rzeczywiście, zakłada ona wystawienie na sprzedaż segmentu butli. Według wstępnego harmonogramu postępowanie ofertowe w tej sprawie zostanie ogłoszone w I kwartale 2011 r. Orlen Gaz poszukiwać będzie wiarygodnego i sprawdzonego inwestora zainteresowanego intensywnym rozwojem rynku butlowego. Inwestora, który zapewni dalszy stabilny rozwój obecnym klientom i partnerom spółki. Butle nie są dla Orlen Gaz segmentem wiodącym. Stąd decyzja o procesie dezinwestycji. To perspektywiczny segment, ale charakteryzujący się dużą konkurencyjnością i rozproszeniem. Widoczne jest także różne podejście do jakości butli. Najwięksi renomowani dystrybutorzy przykładają ogromną wagę do procedur bezpieczeństwa i procesów produkcyjnych. To wymaga dużych nakładów. Małe rozlewnie nie zwracają na to wystarczającej uwagi. W przyszłości nieuchronna jest konsolidacja. Jednocześnie najwięksi gracze na rynku będą poszukiwać sposobów na ograniczanie kosztów, a z drugiej strony zmiany legislacyjne uniemożliwią działanie poza minimalnym standardem bezpieczeństwa.