Lada dzień w specjalnym dzienniku zamówień Unii Europejskiej pojawi się ogłoszenie o zamówieniu publicznym na produkcję nowych dowodów osobistych dla Polaków. Jednak, jak dowiedział się „DGP”, wykonawca zlecenia nie zostanie wyłoniony w drodze tradycyjnego przetargu, lecz w tzw. dialogu konkurencyjnym.

W praktyce oznacza to, że po ukazaniu się ogłoszenia MSWiA zaprosi do dalszych rozmów kilka zainteresowanych firm, także zagranicznych. Szansę na zdobycie kontraktu o wartości 300 – 400 mln zł mają Niemcy, Francuzi czy Brytyjczycy. Jeżeli nasze dowody produkowane będą u nich, to straci na tym Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych (PWPW).

Sprawa angażowania w produkcję polskich dokumentów zachodnich firm budzi mieszane uczucia nawet w samym rządzie. – Chodzi o zachowanie konkurencyjności. Dbamy też o racjonalizację kosztów publicznych – przekonuje Małgorzata Woźniak, rzecznik resortu spraw wewnętrznych.

Ale Ministerstwo Skarbu nie wyobraża sobie, aby PWPW (dziś produkuje m.in. nasze dowody, paszporty i prawa jazdy) miała stracić publiczny kontrakt o takiej randze. – Minister dba o los kontrolowanej przez siebie PWPW. Jeśli wytwórnia straci to zamówienie, wpadnie w potężne problemy, przestanie być konkurencyjna na zagranicznych rynkach – mówi nam anonimowo jedna z wysoko postawionych w resorcie skarbu osób. Z naszych informacji wynika, że minister Aleksander Grad wysłał już list w tej sprawie do szefa MSWiA Jerzego Millera. W odpowiedzi przeczytał podobno, że „PWPW zawsze może złożyć najkorzystniejszą ofertę”.