„Pokerowa elita. Praca marzeń. Dołącz do niej” – zachęca najnowszy spot telewizyjny serwisu PokerStars.pl, emitowany w lokalnych stacjach kablowych na terenie całej Polski. Zachęca nielegalnie, ponieważ zgodnie z obowiązującą od początku roku ustawą w Polsce zakazane jest zarówno organizowanie gier hazardowych, jak i ich reklamowanie. Jednak, jak przyznają urzędnicy, prawo pozostaje martwe – nie mogą nic zrobić ani zarejestrowanym za granicą serwisom hazardowym, ani samym graczom.

Według samych bukmacherów do końca 2009 r. Polacy zostawili w e-kasynach i wydali na internetowe zakłady ponad 3,2 mld zł, czyli o 50 proc. więcej niż w legalnie działających kasynach i salonach bukmacherskich.

– W tym roku te wydatki mogą przekroczyć 4 mld zł – mówi nam menedżer jednej z międzynarodowych sieci bukmacherskich, działającej także w internecie.

Poker za 42 tys. dol.

PokerStars.pl jest polską wersją największego portalu pokerowego na świecie PokerStars.com. Jak udało się nam ustalić, zamierza zatrudnić łącznie sześciu Polaków w charakterze graczy przy wirtualnym stole pokerowym. Podobno jedno miejsce jest już obsadzone, a ten, kto je dostał, może liczyć na 24 tys. dol. pensji rocznie plus nawet 18 tys. dol. na grę z internetowymi przeciwnikami.

Miało maleć, a rośnie

Resort finansów dowiedział się o hazardowym konkursie organizowanym ewidentnie na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej dopiero od „DGP”. – Postępowanie w przypadku złamania ustawy może wszcząć izba celna, na której terytorium zarejestrowana jest firma łamiąca prawo – tłumaczy Sylwia Stelmachowska z biura prasowego Ministerstwa Finansów. Tyle teorii.

– Praktyka jest zupełnie inna. Serwisy hazardowe, które działają u nas, są zarejestrowane za granicą i choć łamią prawo, mogą śmiać się nam w twarz – mówi nam jeden z celników z warszawskiej izby celnej.

– Odkąd w nowej ustawie uznano pokera sportowego za grę hazardową, wielu graczy przeszło właśnie do internetu. Tam mogą grać na dawnych zasadach, bo tak naprawdę nikt nie jest w stanie tego skontrolować – mówi Paweł Abramczuk, prezes Polskiej Federacji Pokera Sportowego.

Z badania przeprowadzonego rok temu przez MillwardBrown SMG/KRC na zlecenie firmy D-Link wynikało, że tylko 5 proc. wszystkich użytkowników internetu w Polsce (czyli niecałe 700 tys. Polaków) skorzystało z usług hazardowych w sieci w 2009 r. Od tamtej pory liczba ta bardzo urosła.

– W ostatnim roku tylko w pokera online przynajmniej raz zagrało 800 tys. Polaków. Większość z nich jest już regularnymi graczami – ocenia Abramczuk. Możliwość spotkania się z innymi graczami przy wirtualnym stole oferują im właśnie zarejestrowane za granicą polskie wersje międzynarodowych portali: PokerStars.com (siedziba na wyspie Man), FullTiltPoker.com (Wyspy Normandzkie) czy PartyPoker.com (Gibraltar).

Polscy gracze w pokera mniej lub bardziej otwarcie opowiadają o ogromnych wygranych, jakie udaje się zdobywać w rozgrywkach online. Szczęśliwcy nie płacą jednak podatków, bo skoro przedsięwzięcie to jest zakazane, nie może być opodatkowane.

Ministerstwo Finansów twierdzi, że nie ma szacunków, ile może być warty rynek hazardu online.

PRAWO

Ustawa nie działa, więc trzeba ją poprawić

Przepisy obowiązującej ustawy z 19 października 2009 roku o grach hazardowych nie przewidują możliwości organizowania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej gier hazardowych online, a uczestnictwo w takich „zakładach”na zagranicznych portalach hazardowych jest niedozwolone. Jedyną legalną formą hazardu w sieci są zakłady wzajemne.

Rząd już podchodził do próby poprawy ustawy, tak by zakaz gry online mógł być realizowany. Pierwsza nowelizacja wprowadzała skrytykowany przez ekspertów Rejestr Usług i Stron Niedozwolonych, który pozwalałby blokować strony z hazardem. Po masowej krytyce pomysłu rząd wycofał się z niego. Kolejna nowelizacja, która pod obrady Sejmu ma trafić w grudniu tego roku, zmienia strategię walki z hazardem w sieci. Tym razem ścigani mają być także sami gracze.

Resort chce też znowelizować ustawę o świadczeniu usług drogą elektroniczną, tak aby nawet podmioty niezarejestrowane w Polsce, a urządzające tu grę lub kierujące ją do polskich graczy (np. oferując polską wersję strony internetowej lub reklamując ją po polsku) też podlegały polskiemu prawu, a więc mogły być ścigane za jego złamanie.