Rzeczywiste oprocentowanie bardzo rzadko spada poniżej 20 proc. Najczęściej trzeba zapłacić prowizję, a czasem też dodatkowo opłatę przygotowawczą. W niektórych placówkach handlowych zdarzają się nawet kredyty z oprocentowaniem równym zero.

– Sklepy najczęściej dopłacają bankom do takich kredytów. Cała operacja może być jednak także dla sklepów opłacalna, gdyż marża handlowa kredytowanego produktu może być na tyle duża, że z nawiązką pokrywa koszt kredytu – twierdzi Jarosław Sadowski z Expandera.

Na dodatek po wejściu w życie rekomendacji T z tej formy finansowania zakupów mogą korzystać tylko ci, którzy mają przy sobie zaświadczenie o zarobkach.

– Dzisiaj, jeśli nie mamy dostatecznej ilości gotówki, to na duże zakupy warto iść z zaświadczeniem o zarobkach. Tylko wówczas można coś kupić na raty – mówi Jarosław Sadowski z Expandera.

Taki dokument musi zawierać informacje o wysokości zarobków w ciągu ostatnich trzech miesięcy i rodzaju umowy łączącej kredytobiorcę z pracodawcą (stała umowa o pracę czy umowa o dzieło itd.). Musi być w nim też informacja, że pracownik nie znajduje się w okresie wypowiedzenia i zakład pracy nie jest w likwidacji. Dodatkowo każdy kredytobiorca jest też sprawdzany w Biurze Informacji Kredytowej.

Cała ta procedura umożliwia bankom wychwycenie złych klientów, więc nowe kredyty ratalne powinny być teraz lepiej spłacane. Jednocześnie dla sklepów i sieci handlowych oznacza to spadek ilości towarów sprzedawanych na raty.

Na wejście w życie rekomendacji T banki zgodziły się dość chętnie. To dlatego, że kredyty ratalne należą do najgorzej spłacanych. Na ogólną wartość 40 mld zł pożyczek ratalnych prawie 15,3 proc. (czyli 7 mld zł) nie jest spłacanych w terminie.