Pada jeden z ostatnich bastionów wolnych od internetu – telewizor – mówią eksperci. A to oznacza powstanie nowego rynku. Wystartował wyścig, by tę sferę zagospodarować.

W USA, gdzie do wojny zdominowanej dotychczas przez kablówki i platformy satelitarne włączyli się tacy gracze jak Netflix, Google i Apple, dziennik „New York Times” ukuł trafne określenie: wojna o sofę. Chodzi o to, z czyjej oferty będziemy korzystać, leżąc na kanapie.

Sieć zarzucona

W Polsce, gdzie internet także wchodzi do telewizora, konkurencja robi się coraz ostrzejsza. Dotychczas na dostarczaniu sygnału telewizyjnego do naszych telewizorów zarabiały kablówki i platformy satelitarne. Telewizje tylko dostarczaly swoje programy. Ale to się zmienia. Dziś najwięksi nadawcy – TVN i Polsat – zwierają szeregi i szukają sposobu, by wejść w buty operatorów.

Najwięksi rywale na telewizyjnym rynku stworzyli już serwisy, za pomocą których można oglądać ich programy przez internet. Grupa TVN ma VoD.onet.pl, Polsat – Iplę. Teraz stawką stało się zwiększenie oglądalności.

Jednym ze sposobów jest współpraca z producentami telewizorów. Wbudowanie odpowiedniej aplikacji do odbiornika umożliwi widzowi wybieranie programów dostarczanych przez internet za pomocą zwykłego pilota do telewizora.

Według informacji „DGP” Ipla rozmawia z producentami, wśród których są Sony i LG. Na telewizorach jednego z nich aplikacja może się pojawić jeszcze w tym roku. Wbudowana jest już do odbiorników Panasonica i Samsunga. Ten ostatni współpracuje też z Onetem, ale nie ma jeszcze aplikacji VoD.onet.pl. Na razie.

Całkiem inna telewizja

– Rozmawiamy z producentami, bo nasze treści potrzebują jak najszerszej dystrybucji – mówi Piotr Walter, wiceprezes Grupy TVN.

Ruchy nadawców przyspieszają rewolucję w sposobie oglądania telewizji. Widzowie mają dziś dostęp do programów, kiedy chcą.

Marcin Pery, prezes Redefine, twórcy Ipli, przyznaje, że dzięki internetowi telewizja zatoczyła koło: najpierw pojawiła się na ekranie komputera, potem weszła na komórki, a dziś wróciła do telewizora. – Dzięki temu, że dociera przez internet, to zupełnie inna telewizja: na żądanie – dodaje Marcin Pery.

Analitycy i ludzie z branży medialnej podkreślają, że oznacza to także rewolucję biznesową. Dla samych stacji TVN czy Polsatu to większa konkurencja ze strony innych serwisów internetowych.

Pocieszeniem dla nadawców jest to, że reklamodawcy wciąż wolą telewizję tradycyjną. W tym roku na reklamę w stacjach wydadzą ponad 3,5 mld zł, wydatki na reklamę w telewizji internetowej, według Marcina Perego, sięgną 300 mln zł dopiero za trzy lata.

Znacznie większy problem mogą mieć operatorzy kablowi – uważają eksperci. Zarówno Onet, jak i Ipla stosują już dziś ich model biznesowy, by przyciągać widzów.

Cios w kablówki

Oba serwisy oferują pakiety tematyczne, które dają nieograniczony dostęp do filmów, seriali czy programów za stałą opłatą. Pokazują coraz więcej treści zewnętrznych nadawców. W VoD.onet.pl można oglądać filmy Warnera i programy MTV, w Ipli oprócz Warnera są też produkcje Paramountu czy Dreamworks, a także kanały tematyczne – Wedding.tv i Cartoon Network. Sama aplikacja Ipli pojawiła się w dekoderach cyfrowych łódzkiej telewizji kablowej Toya.

Marcin Pery nie kryje, że zgłębia tajniki modelu biznesowego kablówek. Niektórzy operatorzy nie kryją obaw. – Gdy Zygmunt Solorz-Żak zbuduje sieć szybkiego internetu, będzie miał swoją rurę, przez którą prześle klientom telewizję dzięki Ipli. Po co komu wtedy kablówka – mówi przedstawiciel jednej z sieci.