Za cztery lata rynek windykacji będzie większy co najmniej o połowę – wynika z badań Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Wartość złych długów, którymi zajmą sie windykatorzy, zacznie się zwiększać już w przyszłym roku. Będą to kredyty, które przestały być spłacane, gdy na przełomie 2008 i 2009 roku wybuchł kryzys finansowy.

Banki wystawiają na sprzedaż te długi, które są już kierowane do egzekucji komorniczej. Zwykle od momentu niespłacenia długu do skierowania go do komornika mija rok, półtora roku.

Według instytutu wielkość niespłacanych długów będzie rosła proporcjonalnie do wielkości kredytów udzielanych przez banki. Motorem wzrostu rynku windykacji mają być kredyty dla osób fizycznych. Według oceny IBnGR ich łączna wartość w 2014 roku wyniesie 715 mld zł – prawie trzy czwarte więcej niż obecnie. W tym samym czasie kredyty dla firm wzrosną o około 37 proc., do 283 mld zł.

Windykatorzy i ekonomiści z instytutu zauważają jeszcze jeden fakt: zmienia się profil dłużnika. Coraz częściej są to osoby, które wpadły w tarapaty finansowe nie ze swojej winy albo dały się skusić bankom w czasie dobrej koniunktury i przyjęły na siebie zbyt dużo zobowiązań.

– Zmieniło się też podejście windykatorów do dłużników. Coraz częściej firmy przystają na ugodę, choć oczywiście spłata całości długu jest konieczna – mówi Marcin Peterlik z IBnGR.

Drugim powodem wzrostu rynku jest to, że wierzyciele, którzy mają dziś problem ze ściąganiem należnych im płatności, coraz częściej będą zlecać to firmom zewnętrznym. Na razie w większości przypadków próbują wyegzekwować długi na własną rękę. Do wyspecjalizowanych windykatorów zgłasza się obecnie 8 proc. z nich, około 28 proc. stosuje metodę mieszaną, ale aż 58 proc. prowadzi właśnie tzw. windykację wewnętrzną.

Firmy windykacyjne już się szykują do ofensywy i zbierają kapitał. Najwięksi gracze, jak wrocławski Kruk, zbierają pieniądze, emitując obligacje. Spółka właśnie zawarła umowę na realizację programu emisji obligacji o wartości 50 mln zł.