Nowa kampania reklamowa Enei, zamiast do korzystania ze swoich usług, twarzą Michała Żebrowskiego nawołuje do jak najmniejszego zużycia prądu. To może być najlepsza z możliwych rad firm energetycznych, które przygotowują się do podwyżki cen w przyszłym roku. Dostawcy domagali się od państwa zgody na podniesienie cen o 13 – 22 proc., ale Urząd Regulacji Energetyki uznał, że są one niedopuszczalne, i w tym tygodniu wezwie dostawców do korekty złożonych wniosków. – Nie widzimy przesłanek, by zatwierdzić tak wysoki wzrost cen energii – mówi Agnieszka Głośniewska z URE. Korekta nie musi jednak oznaczać rezygnacji z podwyżek.

W poprzednich latach URE przystawał na podwyżki o połowę niższe od proponowanych początkowo przez dostawców. Przeciętna polska rodzina płaci za prąd ok. 1,2 tys. zł rocznie. Połowa to cena prądu, reszta – opłata za jego dostarczenie. Gdyby i tym razem urzędnicy postąpili podobnie, rachunek zwiększyłby się o blisko 60 zł rocznie.

Ceny energii dla odbiorców indywidualnych w Polsce należą do najwyższych w UE. Z danych Eurostatu wynika, że po uwzględnieniu siły nabywczej za energię drożej płacą jedynie Węgrzy.

Tańszy prąd mają nasi sąsiedzi Niemcy, a nawet zamożni Szwedzi, Brytyjczycy czy Luksemburczycy.

Na drogi prąd narzekają też przedsiębiorcy, choć w ich przypadku od dwóch lat ceny energii są wolne i reguluje je rynek. Koncern hutniczy ArcelorMittal przeanalizował koszty prądu w Polsce, Luksemburgu, we Francji, w Niemczech, Czechach, Belgii, Hiszpanii i we Włoszech, sprawdzając, gdzie najlepiej wybudować hutę stali potrzebującą 150 megawatów mocy. Okazuje się, że najtaniej można kupić energię elektryczną w Luksemburgu – o 33 proc. taniej niż w Polsce. – To istotna różnica, bo sześć naszych polskich hut zużywa rocznie 2 TWh prądu, a udział energii elektrycznej w kosztach produkcji wyrobów stalowych to 5 – 6 proc. Dlatego nawet kilkuprocentowa redukcja kosztów daje setki milionów złotych oszczędności – mówi Andrzej Curyło, dyrektor ArcelorMittal Poland.

Ekonomiści nie mają wątpliwości, że drogi prąd osłabia konkurencyjność polskiej gospodarki. – Płacimy cenę za wieloletnie zaniechania i brak inwestycji w energetykę – mówi ekonomista Krzysztof Rybiński. Poziom dekapitalizacji technicznej polskich elektrowni wynosi już 73 proc.

Tę czarną dla odbiorców prądu sytuację dodatkowo pogarsza to, że Polska, jak mówi prof. Rybiński, jest wyspą energetyczną – importujemy zaledwie 5 proc. energii. Gdyby możliwość importu była większa, w naturalny sposób poprawiłaby się konkurencyjność i polscy dostawcy musieliby obniżyć ceny prądu. Jednak budowa tzw. interkonektrów idzie wyjątkowo opieszale.