Firmy handlujące e-bookami chcą wykorzystać atmosferę, jaka zapanowała przed polską premierą iPada, tabletu firmy Apple. Liczą, że zainteresowanie gadżetem skieruje uwagę klientów na e-czytniki, tak jak trzy lata temu premiera iPhone’a stworzyła rynek dotykowych smartfonów.

– iPad do dłuższego czytania książek tak naprawdę się nie nadaje, bo jego ekran męczy wzrok. Liczymy jednak, że dzięki niemu zwiększy się zainteresowanie e-książkami – mówi Mikołaj Małaczyński, prezes i współzałożyciel razem z Mateuszem Frukaczem spółki Legimi zajmującej się dystrybucją e-booków. Małaczyński uważa, że debiut gadżetu Apple pomoże mocniej zaistnieć jego działającej zaledwie od czerwca firmie.

Jedyna taka okazja

Takie same oczekiwania mają inni gracze: Kolporter, Grupa PWN z platformą dystrybucji e-booków iFormat, a także Empik.

Kierowana przez Małaczyńskiego firma stworzyła aplikację (o nazwie Legimi), którą instaluje się w e-czytnikach. Pozwala ona na kupowanie i czytanie e-książek. Obecnie aplikacja dostępna jest na czytniki Onyx, ale firma pracuje nad wprowadzeniem jej na inne urządzenia. Do listopada pojawi się wersja na iPhone’a, a później na iPada.

Małaczyński jest przekonany, że przyszłość branży wydawniczej to e-papier. W porównaniu z najbardziej rozwiniętym rynkiem amerykańskim, gdzie Amazon sprzedał na swój czytnik Kindle więcej książek elektronicznych niż tradycyjnych, Polska wciąż raczkuje. Wprawdzie dystrybutorów jest coraz więcej, a sprzedaż rośnie w tempie nawet trzycyfrowym, ale liczba sprzedanych książek wciąż jest niewielka. Szacuje się, że na polskim rynku jest zaledwie 2 – 3 tys. tytułów, a roczne przychody z ich sprzedaży to tylko kilka milionów złotych. Tradycyjny rynek książki wart jest ponad 2 mld zł.

Za duże ryzyko

W podboju rynku e-booków przeszkadzają wysokie ceny urządzeń. Za pierwszy polski e-czytnik – stworzony przez kieleckiego Kolportera eClicto – trzeba zapłacić 899 zł. Onyx kosztuje około 1,5 tys. zł. Dla porównania: najtańsza wersja Kindle w USA, gdzie siła nabywcza klientów jest dużo większa niż w Polsce, staniała do 139 dol.

– Im większa będzie oferta, tym niższe ceny – mówi Maciej Topolski, rzecznik Kolportera, tłumacząc, dlaczego urządzenie jest tak drogie.

Polscy wydawcy poruszają się w zaklętym kręgu, bo dużą sprzedaż czytników trudno osiągnąć bez głośnych premier e-książek. A tych przybywa bardzo powoli. Poza wyjątkami, takimi jak np. wydawnictwo W.A.B., które udostępniło już w formie elektronicznej kilkaset tytułów, większość wydawców jest bardziej ostrożna. Kuba Frołow, wiceprezes zajmującej się badaniem rynku książki firmy Biblioteka Analiz, mówi „DGP”, że boją się oni udostępniać książki w wersji elektronicznej.

– Nie ma z tego jeszcze pieniędzy, natomiast i wydawcy realnie tracą na piractwie – mówi Frołow.

Wydawców zniechęcają też koszty wchodzenia w tę niszę. W przypadku książek autorów zagranicznych muszą wykupywać licencję na sprzedaż w formie cyfrowej. Zazwyczaj kosztuje ok. 20 tys. zł.

Nadzieja w komórkach

Szybko rozkręcić rynek mogą tylko duzi gracze, tacy jak operatorzy komórkowi. Lada chwila wprowadzą do sprzedaży iPada. Plus na przykład sprzedaje e-booki w e-sklepie Plusoczytelnia.pl. Liczy na iPada, którego może zaoferować kilku milionom klientów.

– Tablet pojawi się w naszej ofercie, ale czekamy na wersję 3G, umożliwiającą stały dostęp do internetu; dzięki niej klienci będą generować ruch w naszej sieci – mówi Jarosław Bauc, prezes Polkomtelu.

Z Orange i Erą na temat współpracy rozmawia Legimi.

W drugiej połowie roku na rynku może pojawić się druga wersja eClicto z dostępem do internetu. Kolporter nie podjął jednak jeszcze ostatecznej decyzji. Czeka na debiut iPada, by sprawdzić, jak zachowa się rynek.

Ze swoją platformą digitalizacji i dystrybucji zadebiutuje też Grupa PWN. Najwięcej zamieszać na rynku może Empik, który czeka teraz na zgodę UOKiK na przejęcie giganta handlu książkami w sieci – Merlina. Należy do niego Virtualo, firma zajmująca się cyfryzacją e-booków. Jesienią Virtualo zacznie ich sprzedaż.