Analitycy chwalą PKO BP. Bank miał najlepsze wyniki w całym sektorze. Poprawił zysk o jedną trzecią i ograniczył koszty.

Tak dobrych wyników nie pokazał jeszcze w tym roku żaden polski bank. – To dobry rezultat. Widać, że bank sporo zarabia na działalności podstawowej – uważa Tomasz Bursa z Ipopema Securities. Według opublikowanego wczoraj raportu zysk netto PKO BP w pierwszym półroczu poszybował w górę o jedną trzecią w porównaniu z ubiegłym rokiem i wzrósł do nieco ponad 1,5 mld zł.

– Widać, że bank konsekwentnie realizuje swoją strategię – mówi Bursa. Ściąga z rynku coraz więcej depozytów, udziela pożyczek, dlatego ma coraz lepsze wyniki odsetkowe, a także z tytułu marż i prowizji. Ten pierwszy jest o 33,2 proc. większy niż rok temu i wynosi 3 mld zł, a marże i prowizje dały w sumie 1,52 mld zł, czyli o 30,3 proc. więcej niż w 2009 r. – To najlepsze dynamiki w całym sektorze – zauważa Bursa.

Eksperci zwracają uwagę, że tak jak w przypadku BRE Banku, PKO BP zawiązał większe rezerwy na segment kredytów korporacyjnych, a zmniejszył te na kredyty konsumpcyjne. W II kwartale rezerwy wyniosły 109 mln zł wobec 66 mln zł w I kwartale. Tłumaczą to wolniejszym, niż zakładano na początku roku, wychodzeniem ze spowolniania gospodarczego.

mao

ROZMOWA

STANISŁAW KOCZOT, MAGDALENA A. OLCZAK:

Po wynikach za I półrocze widać, że PKO BP to potęga. Czy PKO BP jest zainteresowany tylko BZ WBK, czy także innymi bankami?

ZBIGNIEW JAGIEŁŁO*:

Strategia banku przyjęta przez radę nadzorczą na początku tego roku zakłada wzrost organiczny. Jednocześnie uchwała walnego zgromadzenia akcjonariuszy z 23 lipca br. otworzyła nam drogę do skokowego przyspieszenia tego wzrostu, ponieważ ułatwia przejęcie innej instytucji finansowej. Dlatego analizujemy otoczenie biznesowe, aby we właściwym momencie skorzystać z nadążających się okazji. W kręgu naszego zainteresowania są akwizycje na polskim rynku. Wielu analityków prognozuje, że będzie się on dalej konsolidował. A sprzedaż BZ WBK to pierwszy przykład wpływu globalnego kryzysu na nasz rynek, ale z pewnością nie ostatni.

Jakimi konkretnie bankami PKO BP jest zainteresowany?

Chcemy przejąć spółkę, która będzie pasowała do naszego modelu biznesu w dwóch aspektach – ilościowym i jakościowym. Pod hasłem „ilościowy” rozumiem przejęcie banku, którego suma bilansowa to 30 – 40 mld zł. Akwizycja mniejszej spółki nie ma dla nas strategicznego uzasadnienia. Drugim warunkiem jest uzupełnienie naszego potencjału w segmencie, w którym chcemy się rozwijać. Dlatego transakcja, w wyniku której przejęlibyśmy bank, powinna tworzyć silną wartość dodaną.

Czego w takim razie brakuje PKO BP?

Mamy silne ramię detaliczne, jesteśmy znaczącym graczem na rynku hipotek. Nasi klienci są z nami od lat, często jesteśmy bankiem pierwszego wyboru. Ale też od roku rozwijamy naszą aktywność w segmencie korporacyjnym. Jeśli chodzi o te trzy aspekty wolumenowe – wartość kredytów dla przedsiębiorstw, wartość obligacji korporacyjnych oraz wartość pozyskanych środków z leasingu – to jesteśmy największym bankiem w tym segmencie rynku. Ale chcemy go wciąż rozwijać. Interesuje nas również bankowość inwestycyjna. Chcielibyśmy, żeby dochodowość z tych trzech filarów stała się bardziej zbilansowana. W tej chwili 85 – 90 proc. naszych przychodów czerpiemy z bankowości detalicznej, znacznie mniej zarabiamy na działalności inwestycyjnej i korporacyjnej.

Czy sprzedaż BZ WBK to początek wielkiej fali konsolidacji na naszym rynku?

Proces konsolidacji rozpoczął się w ubiegłym roku. W Polsce nie widać go aż tak bardzo jak w skali globalnej. U nas zaczął się wówczas, kiedy Santander przejął AIG, a BNP Paribas odkupił Fortis Bank. Konsolidacja dokonuje się z powodu kłopotów spółek matek, które mają problemy z płynnością i dlatego są zmuszone sprzedawać polskie aktywa – są one zdrowe, stąd spore zainteresowanie, ale zarazem drogie. Niebezpieczne dla dalszego rozwoju PKO Banku Polskiego byłoby to, gdybyśmy nie uczestniczyli w procesie konsolidacji sektora.

Jaka, według pana, jest przewaga PKO BP nad innymi bankami biorącymi udział w konsolidacji?

Odpowiem ogólnie o przewagach banku. My lepiej rozumiemy specyfikę rynku polskiego niż większość banków europejskich. Daliśmy temu wyraz w 2009 roku. Byliśmy odważniejsi, jeśli chodzi o kredyty dla firm, co pozwoliło nam wskoczyć na pozycję lidera rynku. Inni byli bardziej wstrzemięźliwi. Dlatego to my staliśmy się lokomotywą rozwoju gospodarczego, a nasze wyniki są tak wyraźnie korzystniejsze od tego, co pokazał rynek, i aż o 23 proc. lepsze w zysku od rezultatów naszego głównego konkurenta.

PKO BP jest tak mocny, że część ekonomistów obawia się, że po przejęciu innego silnego gracza zagrozi konkurencji na rynku. Czy zgadza się pan z taką opinią?

Polska ma wciąż niski poziom konsolidacji. PKO Bank Polski – największy bank w kraju – ma 14 proc. udziałów w aktywach sektora bankowego. Tymczasem nasz odpowiednik w Hiszpanii, Francji czy Włoszech ma tam ok. 20 proc. udziałów. Nawet po połączeniu z inną instytucją finansową nie dobijemy do europejskiej średniej. Dlatego uważam, że to nietrafiony argument. Drugi, „zbyt duży, by upaść”, również nie ma pokrycia w rzeczywistości. Przez ostatnie lata prowadziliśmy rozsądną politykę, tymczasem takim mianem określane są banki, które latami zarabiały dzięki ryzykownym inwestycjom.

Ostatnio pojawił się pomysł obłożenia banków dodatkowym podatkiem. Wygląda na to, że jego wprowadzenie jest coraz bardziej realne. Co pan sądzi o podatku bankowym?

Dla PKO Banku Polskiego jest on neutralny. Podatki i regulacje, które w równym stopniu traktują wszystkich uczestników rynku, są dla nas obojętne. Jeśli podatek czy regulacja w taki sam sposób będzie interpretowana przez naszych konkurentów, to nie ma dla nas żadnej różnicy.

*Zbigniew Jagiełło jest prezesem PKO Banku Polskiego