Minęły trzy lata, od kiedy światowy system finansowy zaczął się chwiać. Jeszcze rok temu co bardziej strachliwi zaopatrywali się w zapas butelkowanej wody i konserw, na wypadek gdyby krach finansowy przerodził się w jawną anarchię. I co się wydarzyło od tego czasu? Najprościej rzecz ujmując, niewiele. Rynki i bankierzy wciąż rządzą.

Wróćmy do napuszonych deklaracji składanych przed przywódców politycznych w czasie, gdy globalny system finansowy balansował na granicy samozniszczenia. Obietnice i zobowiązania płynęły z lewa, prawa i centrum – od Gordona Browna i Baracka Obamy, od Angeli Merkel i Nicolasa Sarkozy’ego. Od banków centralnych i Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Świat finansów, zapewniano nas, zostanie zdjęty z piedestału. Main Street odzyska swój prymat nad Wall Street. Leseferystyczny kapitalizm oparty na konsensusie waszyngtońskim odszedł do historii.

Nikt nie grzmiał bardziej elokwentnie przeciwko nierównościom powodowanym przez liberalne rynki niż Nicolas Sarkozy. To moment, mówił nam francuski prezydent, w którym kapitalizm musi zostać przemodelowany na wzór europejskiej społecznej gospodarki rynkowej. Działo się to jednak przed kryzysem greckim, w wyniku którego strefa euro znalazła się w stanie oblężenia. Dziś Sarkozy nie jest już tak elokwentny, raczej budzi się w nocy ze strachu, że Francja może utracić swój rating w skali AAA.

Nie jest w tym odosobniony. Zachodni politycy zmagający się z redukcją wielkich deficytów budżetowych niemal wszędzie ulegają globalnym rynkom kapitałowym. David Cameron nie pozostawia co do tego złudzeń – brytyjski premier tnie wydatki na państwo opiekuńcze i ogranicza globalną rolę państwa, ponieważ Bank Anglii poinstruował go, że właśnie to usatysfakcjonuje agencje ratingowe. Agencje ratingowe – pamiętacie je? Te same, które tak głęboko zaangażowały się w przekręt zamiany bezwartościowych instrumentów dłużnych w papiery wartościowe o najwyższej wiarygodności. Przysiągłbym, że słyszałem polityków, którzy obiecywali, że znikną one z powierzchni ziemi. A nic takiego się nie stało. Agencje ratingowe nigdy nie wyraziły skruchy, dziś znowu dyktują warunki.

Większość Europejczyków obarczała oczywiście winą za krach nieokiełznany anglosaski kapitalizm. Szybko jednak odkryli, że ich własne instytucje są równie winne. Teraz decydenci powiedzą wam, że podjęli działania zmierzające do naprawy swych błędów. Niektóre rządy nałożyły wysokie podatki na duże banki, USA przyjęły ostrzejszy reżim regulacyjny. Bazylejski komitet regulatorów ma wprowadzić ostrzejsze wymogi kapitałowe, ale pamiętajmy, dopiero od 2018 roku.

Wszystkie te rozwiązania są zapewne warte uwagi, ale wyglądają marnie, gdy się je zestawi z potencjałem rynków kapitałowych do wywołania chaosu gospodarczego. Instytucje finansowe wciąż czerpią wielkie zyski z działań transakcyjnych, które Lord Turner, szef brytyjskiego Urzędu Usług Finansowych (FSA), określił mianem z natury bezużytecznych. Lord Turner jest jednak jednym z nielicznych, którzy wzywają do fundamentalnej zmiany paradygmatu myślenia.

Kryzys w strefie euro pokazuje, jak instynkt stadny rynków kapitałowych może zdestabilizować cały kontynent. W konsekwencji europejskie rządy rozpoczęły przedwczesny i ryzykowny wyścig w celu obniżenia deficytów fiskalnych, zanim ożywienie gospodarcze zdołało okrzepnąć.

Wielkie banki mogą teraz ogłosić, że pomyślnie przeszły testy wytrzymałościowe, ale systemowa niestabilność pozostaje. Politycy dawno przestali rozumieć rynki międzynarodowe, co wyklucza możliwość prawidłowego ich nadzorowania. Ta porażka politycznej kontroli nad procesem globalnej integracji ekonomicznej jest równie oczywista dziś jak w 2007 roku.

Nawet jeżeli politycy lepiej zdają sobie sprawę z ryzyka współzależności i podatności pewnych instytucji na wstrząsy, to nie ma wśród nich zgody, jak podzielić odpowiedzialność za globalny nadzór. Po trzech latach sprawy wyglądają więc mniej więcej tak jak w punkcie wyjścia – poza tym, że większość z nas jest biedniejsza. Rynki rządzą. OK?

Philip Stephens

„Financial Times”

Tłum. TK
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved