Przeszkodą mogą być względy ekologiczne. W Polsce jedna trzecia obszaru to tereny chronione, a w amerykańskiej technologii szyby trzeba stawiać gęsto, nawet co 2 km. To, co sprawdza się na pustkowiach w Teksasie, nie musi udać się w Polsce.

Zarówno Szczęśniak, jak i Jezierski przyznają jednak, że szanse na wydobycie gazu łupkowego istnieją i próbować trzeba. – W poszukiwania zaangażowali się poważni inwestorzy i wyłożyli własne pieniądze. Nie są szaleńcami – dodaje wiceminister.

Na razie resort wydał 60 koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego na obszarze od Pomorza po Lubelskie. Dostały je wiodące firmy światowe, jak Chevron, ConocoPhillips, Lane Energy czy Exxon Mobil, ale też nasz PGNiG, który właśnie wykonał pierwszy odwiert na Lubelszczyźnie. Z kolei Energy Lane wgryza się w ziemię w pomorskim Łebieniu.

Gaz leżący pod polską ziemią jest własnością państwa. Firma, która go znajdzie, będzie musiała negocjować z rządem podział wpływów. Zdaniem Andrzeja Szczęśniaka trzeba stworzyć nowy system rozliczeń, najlepiej na wzór Rosji, gdzie średnio 60 proc. przychodów z ropy i gazu trafia do kasy państwa. Gdy ceny surowców rosną, udział państwa w zyskach sięga nawet 90 proc. Na razie Polska uzyskała z koncesji poszukiwawczych 22 mln zł. Tyle nie kosztuje nawet jeden odwiert.

Łupkowe szaleństwo ogarnęło już nie tylko Polskę, ale też sąsiednie kraje. Niedawno prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz nakazał rozpoczęcie prac geologicznych. Wszystko to budzi przerażenie Gazpromu, który jest dużym dostawcą gazu dla Europy Środkowo- -Wschodniej i mógł dotąd dyktować warunki.

Naftowa samba

Entuzjazm z powodu odkrycia pokładów gazu to jednak nic w porównaniu ze szczęściem, jakim wydaje się odkrycie czarnego złota. Dlatego najszczęśliwsi są teraz Brazylijczycy. U południowo-wschodnich wybrzeży kraju, 300 km od plaży Copacabany, 7 km pod dnem Atlantyku natrafili na złoża ropy szacowane na co najmniej 50 mld baryłek, największe z odkrytych na świecie w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Pod oceanem leży 3 – 4 bln dol.

Za pomocą tych pieniędzy Brazylia zamierza zlikwidować biedę i znaleźć się w pierwszej lidze mocarstw ekonomicznych. – To dar od Boga, nasz paszport do przyszłości – tak prezydent Brazylii Inacio Lula da Silva przedstawiał przed rokiem plan wykorzystania odkrytych właśnie zasobów ropy naftowej.

Brazylia zamierza utworzyć specjalny fundusz, do którego będą wpływać pieniądze z zysków z eksploatacji złóż. W ten sposób rząd zamierza sfinansować rozwój edukacji, służby zdrowia czy stworzyć przemysł nowych technologii. Fundusz będzie mógł przy tym inwestować za granicą. O przeznaczeniu tych pieniędzy decydować ma specjalna rada, w której zasiądą przedstawiciele rządu i organizacji społecznych.

Euforia zapanowała również na Kubie, doświadczonej kryzysem gospodarczym, latami komunizmu i pustoszonej potężnymi huraganami. Wyspiarze wierzą, że teraz zły los się odwróci. Dwa lata temu odkryto gigantyczne złoża ropy leżące pod morskim dnem na północ od Hawany. „Zawierają ponad 20 mld baryłek, dorównują amerykańskim i są dwa razy większe niż w Norwegii czy Meksyku” – ogłosił państwowy koncern naftowy Cubapetroleo.

Uzależnienie od importu ropy to największy problem Kuby. Po odcięciu dostaw ze Związku Radzieckiego sytuację uratowała pomoc od prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza. Hawana płaci mu za ropę usługami 40 tys. specjalistów, głównie lekarzy. Własne dochody z ropy mogą pomóc w przetrwaniu reżimu Castro jeszcze przez długie lata. Chyba że nie dotrwa do chwili, gdy ropa wypłynie na powierzchnię.

O niespodziewanym ratunku mogą też mówić Dubaj i Meksyk. Na przełomie roku okazało się, że emirat w Dubaju znajduje się na granicy bankructwa. Jego zapierające dech w piersiach projekty architektoniczne kosztowały krocie i doprowadziły do zadłużenia sięgającego 170 mld dol. Tymczasem mały emirat, w przeciwieństwie do swych siedzących na ropie sąsiadów, żył głównie z handlu i usług. Jego władca, szejk Muhammad ibn Raszid Al-Maktum, mógł się co najwyżej modlić o przetrwanie. Modły najpewniej zostały wysłuchane, gdyż już w lutym ogłosił nowinę o odkryciu wielkiego złoża ropy u wybrzeży kraju. Szczegółów na razie nie zdecydował się ujawnić.

Nowe złoża to także wielka szansa dla Meksyku, którego szczególnie mocno dotknął światowy kryzys ekonomiczny. PKB na głowę zmniejszył się w ubiegłym roku aż o jedną piątą. Na początku tego roku rząd ogłosił, że natrafiono na 900 mln baryłek ropy. Eksploatacja mogłaby się rozpocząć już w 2012 r. Nic więc dziwnego, że najnowszy raport banku Goldman Sachs przewiduje, że w 2050 r. Meksyk będzie liderem światowej gospodarki obok Chin, USA, Indii, Japonii i Brazylii.

Bogaty jak Afgańczyk

Czasem marzenia są trudne do spełnienia. Kilka tygodni temu dowódca wojsk USA w Iraku i Afganistanie generał David Petraeus informował, że w tym ostatnim odkryto zasoby surowców o wartości prawie biliona dolarów. – Potencjał tego miejsca jest zdumiewający – powiedział Petraeus cytowany przez „New York Timesa”.