Według naszych informacji przesunięcie deadline’u wynika z tego, że irlandzki AIB, właściciel BZ WBK, chce ubić globalny interes z Santanderem. Hiszpanie przedstawili Irlandczykom pod koniec lipca taką ofertę: odkupią od nich w jednym pakiecie nie tylko 70 proc. akcji BZ WBK, ale też 22,5 proc. udziałów w amerykańskim M&T i do tego brytyjską spółkę AIB. Operacja jest skomplikowana, bo wymaga zgód organów nadzorczych nie tylko w Polsce, ale również w USA i Wielkiej Brytanii. Wydłużenie terminu składania ostatecznych ofert to efekt braku pewności AIB, że takie porozumienie z Santanderem jest możliwe.

Irlandczycy naciskają

Tymczasem irlandzkie media ostrzegają, że AIB może przeciągnąć strunę. Dublin huczy od spekulacji na ten temat. W prasie aż roi się od sugestii, by szef AIB Colm Doherty szybko dopinał biznes, a nie bawił się w szycie skomplikowanego układu z Santanderem, z którego i tak może nic nie wyjść. „Sunday Times” pisał w ubiegły weekend, że Santander może domykać transakcję z AIB nawet rok. Całą operację określił mianem „mission impossible”. Według Irlandczyków liczenie na to, że Santander przebije ceny innych oferentów, jest nieprofesjonalne. AIB stoi pod ścianą, więc trudno sobie wyobrazić, by Hiszpanie tego nie wykorzystali.

Do tego tak naprawdę w pakiecie sprzedawanym Santanderowi najbardziej atrakcyjny jest BZ WBK. Na przykład brytyjski oddział AIB ma tak dużo złych kredytów, że trudno spodziewać się dobrego biznesu.

Kłopotliwa zgoda

Irlandczycy wyraźnie zasugerują, że w momencie, kiedy AIB szybko musi wyzbywać się biznesu, nie może brać na siebie ryzyka, że polski nadzór finansowy nie będzie się spieszył z wydaniem na niego zgody.

Z aprobatą KNF rzeczywiście może być problem. Jeśli Irlandczycy wybiorą Santandera, będą musieli się liczyć z tym, że nadzór dokładnie prześwietli finanse firmy. O ile południowoamerykański biznes Hiszpanów wygląda dobrze, o tyle europejski już wcale taki nie jest. Do tego KNF na pewno weźmie pod uwagę złą sytuację gospodarczą Hiszpanii i fatalny stan jej sektora bankowego.

To wystarczający powód, by odwlekać wydanie zgody na wejście Santandera do BZ WBK. Zwłaszcza że KNF dawała już sygnały, że większe zaufanie ma do polskich instytucji finansowych, nieskażonych ryzykownymi operacjami na światowych rynkach, niż do zagranicznych graczy, którym kryzys dał się mocno we znaki. Przekonał się o tym zresztą jeden z dużych zachodnich banków, który sondował możliwość przejęcia BZ WBK. Dyskretnie dano mu do zrozumienia, że oczekiwanie na zgodę może zająć nawet... dwa lata. Oczywiście zrezygnował on z walki o BZ WBK.

Krótkie terminy

Na tak długie oczekiwanie AIB nie może sobie pozwolić. Bank gonią terminy. Do końca roku musi się dokapitalizować, żeby spełnić surowe wymogi irlandzkiego rządu. W sumie do 31 grudnia potrzebuje 7,4 mld euro.

Jeśli nie zdobędzie takich pieniędzy, rząd go systematycznie będzie nacjonalizował. Dublin powoli traci cierpliwość. AIB nie oddał mu nawet 3,5 mld euro, które pożyczył w ubiegłym roku.

– A tymczasem inne amerykańskie i europejskie banki już dawno zwróciły rządową pomoc – mówi Piotr Kuczyński z firmy Xelion.

AIB nie spłacił długu, bo ciągle jedzie na stratach. W pierwszym półroczu sięgnęły one 2 mld euro.

Sprzedaż BZ WBK to dla niego ostatnia deska ratunku. Pakiet 70 proc. akcji, na który AIB szuka kupca, wart jest około 9,5 mld zł.

Poza Santanderem, BZ WBK chce przejąć PKO BP, a także francuski BNP Paribas.