Banki działające w Polsce domagają się bowiem za każdą transakcję opłacaną bezgotówkowo średnio blisko 2-procentowej marży. O tyle wzrasta cena każdego towaru, bez względu na to, jaką formę płatności wybierzemy. Banki naciskają, by nie różnicować cen zależnie od tego, czy wyciągniemy z portfela gotówkę, czy plastik. Nie chcą, aby klienci przestali używać kart, bo to jedno z najważniejszych źródeł zarobku instytucji finansowych – w tym roku działające u nas banki mogą osiągnąć z tego tytułu zysk wysokości 1,5 mld zł. Różnicowanie cen byłoby zbyt uciążliwe także dla właścicieli sklepów.

Teoretycznie kartą posługujemy się za darmo, przynajmniej do momentu, gdy na naszym koncie nie pojawi się debet. Tak nam się wydaje, bo cena litra mleka czy bochenka chleba pozostaje przecież taka sama, niezależnie od tego, czy zapłacimy gotówką, czy też nie.

Rzeczywistość jest jednak inna. Sklep czy punkt usługowy podpisuje z wybranym bankiem umowę na prowadzenie operacji bezgotówkowych. Jej najważniejszym punktem jest wysokość marży, jaką będzie pobierała instytucja finansowa w zamian za obsługę tego typu transakcji. Zwykle wielkie sieci handlowe, jak Tesco, Carrefour czy Real, wymuszają na bankach lepsze warunki niż właściciel małego sklepiku czy lokalnej pizzerii. O ile ci ostatni zapłacą bankowi nawet 3 proc. od każdej operacji, to giganci już 1,5 – 1,6 proc.

To jednak i tak bardzo dużo w porównaniu z resztą Europy. W opublikowanym niedawno raporcie Komisja Europejska wyliczyła, że średnia marża pobierana przez banki za obsługę operacji bezgotówkowych w Unii Europejskiej wynosi zaledwie 0,3 proc. – pięć razy mniej niż u nas.

Haracz pobierany przez banki w Polsce jest zdecydowanie wyższy nawet w zestawieniu z opłatami u naszych sąsiadów. Szef jednej z międzynarodowych sieci hipermarketów przyznaje w rozmowie z „DGP”, że o ile u nas jego firma musi płacić bankom 1,6 proc. wartości każdej transakcji bezgotówkowej, to na Węgrzech już tylko 1,2 proc., na Słowacji 1 proc., w Czechach 0,8 proc., a w Wielkiej Brytanii 0,7 proc. Jego zdaniem gdyby polskie banki zmniejszyły swoje zyski tylko do poziomu węgierskiego (z 1,6 do 1,2 proc.), sieć zaoszczędziłaby rocznie 15 mln zł. I o tyle mogłaby obniżyć ceny dla klientów.