O tym, że Stypułkowski ma dosyć zesłania do Londynu – pracuje tam w wielkim banku inwestycyjnym JP Morgan – i chce znów błyszczeć w polskim świecie finansów, mówiło się od kilku miesięcy.

Początkowo miał go wziąć na celownik BPH. Stypułkowski prowadził podobno nawet zaawansowane negocjacje z amerykańskim właścicielem tego banku – koncernem GE. Jednak kiedy na horyzoncie pojawiła się szansa na prezesurę w o wiele bardziej prestiżowym BRE, w dyplomatyczny sposób wycofał się z rozmów z Amerykanami. Według nieoficjalnych informacji zażyczył sobie rekompensaty, jeśli GE sprzedałby BPH pod jego rządami. Na to GE nie mógł się zgodzić.

Wczoraj okazało sie, że gra była warta świeczki – rada nadzorcza BRE Banku wybrała Stypułkowskiego na stanowisko prezesa.

Były szef PZU mógł przebierać w ofertach, bo to jeden z najbardziej doświadczonych polskich finansistów. Do tego jest doskonale rozpoznawalną postacią. Dzięki temu po czterech latach spędzonych w Londynie nie będzie musiał przypominać wszystkim, kim jest i co osiągnął.

Swoją karierę Stypułkowski rozpoczął w latach 80. Był sekretarzem Komitetu Rady Ministrów do spraw Reformy Gospodarczej, a w 1987 r. doradcą premiera. Przez lata ciągnęła się za nim opinia, że jest człowiekiem Aleksandra Kwaśniewskiego.

W 1991 roku został prezesem Banku Handlowego, który w okresie PRL miał monopol na dokonywanie rozliczeń zagranicznych. – Dzięki temu bank przez długi okres nie miał żadnej konkurencji w sektorze przedsiębiorstw, ale jednocześnie nie był obecny w detalu – mówi były menedżer Handlowego.

Stypułkowski rządził Citi Handlowym do 2003 roku. Jednak jego relacje z amerykańskimi właścicielami nie układały się najlepiej. Do tego zrobiło się o nim dość głośno w mediach w związku z wypadkiem samochodowym, w którym uczestniczył. Zginęły w nim trzy osoby. Śledztwo umorzono.

Po rozstaniu się z Citi błyskawicznie przeskoczył do PZU. Tam błyszczał. Mimo niekorzystnych warunków rynkowych (towarzystwo dość szybko traciło rynek) PZU miało coraz lepsze wyniki. Grupa zaczęła ocierać się o granicę 4 mld zł rocznego zysku.

– Dał się poznać jako solidny menedżer. Odcisnął piętno na spółce – mówi analityk zajmujący się rynkiem ubezpieczeń. Stypułkowski rządził PZU do 2006 roku. Odszedł w atmosferze zmian politycznych dokonujących się po objęciu władzy przez PiS.

Analitycy mówili o trzęsieniu ziemi w PZU, które mogło mieć wpływ na funkcjonowanie spółki. Niedługo po tych wydarzeniach Stypułkowski wyjechał do Londynu. Zadanie, jakie dostał w JP Morgan – został dyrektorem zarządzającym do spraw bankowości inwestycyjnej w środkowo-Wschodniej Europie – było interesujące, ale na pewno o wiele ciekawsza praca czeka go w BRE Banku.