Minister Michał Boni nie powiedział nic rewelacyjnego ani na tyle obrazoburczego, żeby koncentrować wokół niego to całe wzburzenie. Jeżeli nie można ograniczyć wydatków w takim stopniu, żeby można było zmniejszyć deficyt budżetowy do wielkości, która jest do utrzymania z punktu widzenia rynków finansowych, to trzeba się zająć dochodową stroną budżetu państwa.

Ograniczone pole manewru

Podwyżki stawek są ostatnią rzeczą, jaką można robić – najpierw trzeba zobaczyć, dlaczego tak zmniejszyła się efektywna stawka podatku VAT, dlaczego zmniejszają się wpływy z obu podatków bezpośrednich i co się dzieje z akcyzą.

Pakiet oszczędności, jaki proponuje rząd, na krótką metę przyniesie więcej kosztów niż oszczędności. Obszar cięć obejmuje zaledwie 25 proc. wydatków budżetu państwa. Ale nawet tu możliwości oszczędzania są ograniczone, zwłaszcza gdy chce się osiągnąć efekty szybko. Jednocześnie rząd twierdzi, że nie ma potrzeby podejmowania bardziej radykalnych kroków, które pozwoliłyby zmniejszyć wydatki sztywne, jak np. wydatki związane z kosztami ubezpieczeń społecznych czy wydłużenie wieku przechodzenia na emeryturę.

Jeśli chodzi o wydatki na wojsko, to ich usztywnienie jest związane z naszymi zobowiązaniami z tytułu członkostwa Polski w NATO. Jak długo zamierzamy je dalej honorować, tak długo wielkich oszczędności tutaj nie będzie. Jeśli zaś chodzi o redukcję innych wydatków na wojsko – nawiązując do tego, co powiedział minister Klich, że „wojsko nie musi się zajmować praniem” – trudno się z tym nie zgodzić. Wojsko nie musi sobie prać ani gotować, może jedzenie zamawiać z zewnątrz, np. w Marriotcie. Ale jeśli do tej pory samo to robiło dla siebie, to dlatego, że tak było taniej i bezpieczniej.

Z kolei pozbawienie służb mundurowych ich obecnych przywilejów emerytalnych ma dotyczyć osób dopiero do tych służb przyjmowanych. Jeżeli służby mają skutecznie konkurować o wysoko i specjalistycznie wykwalifikowanych pracowników, trzeba będzie to skompensować wyższym wynagrodzeniem. Efekt oszczędności zostanie więc przesunięty o 20 – 30 lat, a dodatkowe koszty trzeba będzie ponosić od zaraz. A przecież stale pamiętamy, że celem programu rządu jest taka redukcja deficytu, która ma zapewnić spełnienie kryteriów Maastricht w ciągu najbliższych 3 lat, a nie kilkunastu.

Wreszcie czwarty element pakietu rządowego, dotyczący rent związanych z utratą możliwości pracy lub utratą jedynego żywiciela rodziny, powinien być doprecyzowany. To są renty o charakterze typowo ubezpieczeniowym. Przeniesienie tych rent do systemu kapitałowego oznacza, że ewentualna przyszła renta będzie zależeć tylko od kapitału zgromadzonego do czasu zdarzenia objętego tą procedurą. Wyobraźmy sobie, że młody człowiek, który przepracował 2 – 3 lata, uległ wypadkowi poza pracą. Zgodnie z rządowymi pomysłami w takiej sytuacji będzie dostawać rentę w wysokości 20 – 30 zł do końca życia, bo w ciągu krótkiego stażu pracy nie zdąży uzbierać wystarczająco dużej składki. Trudno uwierzyć, aby taka rzeczywiście była inicjatywa rządu. Prawdopodobnie w takich wypadkach musiałaby przysługiwać jakaś renta minimalna lub podobne świadczenie. O tym jednak w tych projektach nic się nie mówi. Więc i skonsolidowanego rachunku tych zmian nie ma.

Niezależnie od tego powstaje pytanie, w którym momencie i jak głębokie robić cięcia po stronie wydatków, aby nie znaleźć się na ścieżce długofalowej stagnacji. Jest to jednak temat na oddzielną rozmowę.

Uszczelnić system podatkowy

W każdym razie pomysły, w myśl których można wygospodarować 10 – 15 mld zł oszczędności i w ten sposób wyjść z kryzysu finansów publicznych, to senne marzenie. Trzeba szukać rozwiązań także po stronie dochodów publicznych, w systemie podatkowym, w ostatnich latach zupełnie rozsadzonym kolejnymi nieprzemyślanymi nowelizacjami prawa. Konieczne jest rozszerzenie bazy podatkowej i zmniejszenie szarej strefy, którą państwo po części samo generuje. Zwiększenie podatków to radykalne i ostateczne rozwiązanie, ale pamiętajmy, że nie ma żadnych silnych korelacji między wysokością stawek opodatkowania dochodów osobistych a stopą wzrostu PKB. A państwo musi mieć środki do spełnienia swoich zobowiązań zadeklarowanych w rządowych programach rozwoju społecznego i gospodarczego. Dopiero zestawienie potrzeb wydatkowych państwa wynikających z tych zobowiązań pozwala sensownie zastanawiać się nad tym, gdzie i jakie ciąć wydatki oraz jak i które dochody zwiększać.