Takie domy budowane są nad morzem i w górach – zwykle blisko plaży i szlaków turystycznych.

Biznes z wynajmem na wielką skalę rozwijają dziesiątki firm deweloperskich. Na przykład Tarta Residence. Firmy działające w tej branży stawiają na młodych, 30-letnich finansistów i bankierów, pracowników wielkich międzynarodowych koncernów z wysokimi zarobkami. Podpisują z nimi umowę, w której zobowiązują się znaleźć chętnych na wynajem i opiekować się nieruchomością. Z reguły spółki biorą za to 20 – 30 proc. przychodów z najmu. To jeden sposób wynagradzania właścicieli. Drugi polega na tym, że firma zarządzająca apartamentem wypłaca im miesięczny czynsz. Tak robi spółka Domy Nad Morzem, która buduje osiedle Żubrów IV w Sarbinowie nad Bałtykiem. Płaci od 1000 do 3000 zł miesięcznie niezależnie od tego, czy mieszkanie stoi puste, czy jest wynajmowane. Ale uwaga: jeśli właściciel chce mieć wyższe zyski, nie ma prawa korzystać ze swojego lokum.

Oczywiście, można też szukać najemców na własną rękę. Jeśli za dobę właściciel zażyczy sobie np. 200 zł (tyle kosztuje apartament dwuosobowy w Zakopanem), to może liczyć na roczne przychody w granicach ok. 40 tys. zł. W górach sezon trwa bowiem aż 200 dni. Gorzej jest nad morzem, gdzie mieszkania pracują najwyżej ok. 120 dni w roku.

Według wyliczeń ekspertów Home Broker średnia rentowność z wynajmu apartamentów wakacyjnych wynosi 5 – 8,5 proc., a więc i tak jest wyższa niż na przeciętnym rachunku terminowym. Spadające oprocentowanie w bankach to jedna z przyczyn rozwoju tego biznesu. Inwestorzy szukają bezpiecznych lokat pieniędzy. A apartamenty na wynajem za takie uchodzą – pierwsze mieszkania budowane w tym systemie powstały w latach 90. i już dawno się zwróciły.

Teraz może być podobnie, oczywiście, jeżeli ceny domów będą rosły. Na razie eksperci od rynku nieruchomości twierdzą, że tak będzie.

Pieniądze z wynajmu apartamentów wystarczą, by spłacać gros raty kredytu zaciągniętego na inwestycję. Według deweloperów, żeby wejść w ten biznes, trzeba mieć minimum 250 tys. zł. Kredyty zaciągnięte na mieszkanie oddaje się przez 25 – 30 lat, ale jeżeli lokalizacja okaże się strzałem w dziesiątkę, wystarczy tylko 10 lat.

ew