Taki wniosek płynie z opublikowanego wczoraj zapisu dyskusji podczas ostatniego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. Chodzi o czerwcowe obrady, którym po raz pierwszy przewodniczył prezes NBP Marek Belka. Ten zapis był tym ważniejszy, że rada przestała w oficjalnym komunikacie oceniać, na ile prawdopodobny jest wzrost inflacji ponad 2,5 proc., czyli cel wyznaczony przez NBP. Analitycy zwracali uwagę na ten zapis, bo na jego podstawie oceniali, czy RPP jest skłonna do podwyżek, czy utrzymywania stóp bez zmian.

Ze sprawozdania wynika obecnie, że zwolennicy podwyżek mają w RPP przewagę.

W dokumencie bardzo mało miejsca poświęcono argumentom wskazującym na możliwość utrzymywania się niskiej inflacji. Wymieniono właściwie tylko dwa: niski stopień wykorzystania mocy produkcyjnych i wysokie bezrobocie.

Argumentów przemawiających za tym, że inflacja wzrośnie, jest za to znacznie więcej. Przede wszystkim gospodarka rozwija się szybciej, a jak wskazywali członkowie RPP, w naszych warunkach nawet niewielkie przyspieszenie wzrostu PKB może zwiększyć presję popytową. Poza tym wskazywali, że inflacja wzrośnie bardziej, niż zakłada to projekcja banku centralnego, ze względu na szybszy od obecnie zakładanego wzrost cen żywności i energii. Niewykluczone też, że szybciej, niż to się dziś szacuje, zwiększy się presja na wzrost płac w przedsiębiorstwach.

Scenariusz nakreślony przez część RPP już się zaczął spełniać, w czerwcu ceny żywności wzrosły, co podbiło inflację do 2,3 proc. Analitycy uważają, że jeśli ta tendencja się utrzyma, nie unikniemy podwyżki stóp procentowych w tym roku.

2,3 proc. – tyle wyniosła inflacja w czerwcu

3,5 proc. – stopa referencyjna NBP