Metr nowego lokalu jest średnio o 500 zł tańszy niż porównywalne mieszkanie oddane do użytku po 2000 roku.

Największe różnice między ceną na rynku pierwotnym, czyli ustaloną przez dewelopera, i na rynku wtórnym są w Warszawie. Lokal z drugiej ręki jest w stolicy średnio aż o ponad 1100 zł na metrze droższy. Z danych firmy Home Broker wynika, że podobna sytuacja ma miejsce w Szczecinie.

Tańsza wielka płyta

Te dysproporcje oznaczają, że na przeciętnym 50-metrowym nowym mieszkaniu można zaoszczędzić ok. 60 tys. zł. Jedynie w Poznaniu lokale na rynku pierwotnym są nieco droższe niż na wtórnym.

W tej statystyce nie uwzględniliśmy mieszkań wybudowanych przed rokiem 2000. Standard ich wykończenia jest niższy, najczęściej są wykonane z wielkiej płyty. Są to lokale nieporównywalne z dzisiaj oddawanymi do użytku.

– Mieszkania z wielkiej płyty są średnio o 20 proc. tańsze od wykonanych w technologii tradycyjnej – mówi Katarzyna Siwek z Home Broker.

Inaczej niż na Zachodzie

W tej chwili 58 proc. mieszkań kupuje się na rynku wtórnym, resztę od deweloperów. To dużo w porównaniu z rozwiniętymi rynkami.

– W Polsce istnieje bardzo duży niedobór lokali, który przekracza 1,5 mln. Głównie dlatego mamy tak duży udział nowych mieszkań w transakcjach – mówi prof. Witold Werner z Instytutu Rozwoju Miast.

W innych krajach ten odsetek jest dużo mniejszy. – W USA udział nowych domów w łącznej sprzedaży stanowi tylko ok. 5 – 7 proc. – mówi Katarzyna Siwek.

W krajach wysoko rozwiniętych deweloperzy z reguły sprzedają nieruchomości gotowe do zamieszkania. W Polsce najczęściej jest to tzw. stan deweloperski, wymagający wielu prac wykończeniowych.

Cieszą się one u nas sporym powodzeniem chociażby dlatego, że można zaoszczędzić na kosztach transakcyjnych. Mogą być one wysokie.

– W przypadku zakupu mieszkania na rynku wtórnym do ceny trzeba jeszcze dodać 2 proc. podatku od czynności cywilnoprawnych. Koszt nieruchomości wartej 300 tys. zł wzrasta więc o 6 tys. zł. Najczęściej trzeba też zapłacić pośrednikowi 2,9 proc. ceny mieszkania – mówi Katarzyna Siwek. Tych kosztów nie trzeba ponosić, kupując mieszkanie od dewelopera.

Oczywiście sytuacja wygląda różnie w różnych miejscowościach. W wielu mniejszych miastach nowych inwestycji mieszkaniowych jest bardzo mało. Dlatego np. w Głogowie i Lesznie udział mieszkań z drugiej ręki w transakcjach zawieranych na rynku nieruchomości wynosi aż 95 proc.