"Dziś spełniamy obietnicę z marca, że przedstawimy całościową propozycję ws. naszej przyszłej polityki wobec GMO. Konkretne środki dają krajom swobodę, by decydować o uprawach GMO" - powiedział komisarz ds. zdrowia i ochrony konsumentów John Dalli.

Jak tłumaczył, ta propozycja wynika z doświadczeń z zatwierdzaniem GMO w UE. Zwykle te kontrowersyjne decyzje bardzo dzieliły kraje członkowskie, brakowało kwalifikowanej większości (albo mniejszości blokującej), by zatwierdzać lub zakazywać konkretnych odmian GMO.

Bez zmian pozostaje jednak unijny system opartej na opinii naukowców i ocenie wpływu na środowisko i zdrowie ludzi autoryzacji konkretnych odmian do dopuszczenia na rynek UE. Potem kraje zdecydują, czy chcą uprawiać je u siebie. Nie będą jednak mogły zakazać importu i handlu dopuszczonymi w UE odmianami kukurydzy, soi, buraków cukrowych czy bawełny GMO.

Właśnie z tego powodu propozycję KE już w poniedziałek skrytykował minister ds. rolnictwa Marek Sawicki. "Polska jest przeciw. To zła propozycja, bo zrzuca odpowiedzialność z Komisji Europejskiej na państwa członkowskie" - powiedział Sawicki dziennikarzom w Brukseli. Jak tłumaczył, w jej efekcie na terenie niektórych państw, w tym w Polsce czy we Francji, dalej obowiązywałby zakaz upraw roślin GMO, natomiast w innych krajach nie. "Konkurencja zostałaby w ten sposób zaburzona" - dodał, podkreślając, że do Polski dalej importowano by tanie, wyprodukowane gdzie indziej pasze GMO.

Podobnie sprzeciw wobec propozycji KE zapowiedziała też Francja. "Chcemy, by decyzje były dalej podejmowane na poziomie unijnym, nie chcemy renacjonalizacji decyzji" - powiedział minister rolnictwa Bruno Le Maire. Podkreślił, że zdaniem Francji wszelkie tendencje ku nacjonalizacji kwestii "idą w złym kierunku". Także pozarządowe organizacje obrońców środowiska skrytykowały propozycję KE.

To już zapowiada, że propozycja KE może mieć kłopoty z uzyskaniem niezbędnej większości w Radzie ministrów UE i Parlamencie Europejskim.

Zgodnie z propozycją KE, kraj członkowski, który będzie chciał, będzie mógł wprowadzić zupełny zakaz upraw GMO, nawet tych, które byłyby dozwolone w UE. Dotychczas zakaz musiał być uzasadniany specjalnymi klauzulami ochronnymi i badaniami naukowymi potwierdzającymi szkodliwość GMO. Teraz nie będzie już tego wymogu. Z drugiej strony Komisja Europejska oczekuje, że kraje dotychczas przeciwne uprawom GMO przestaną blokować takie uprawy w innych państwach.

W porównaniu z USA czy Brazylią w krajach UE uprawia się mało GMO - jedynie kukurydzę MON810. Jest uprawiana w pięciu krajach UE, a wszystkie uprawy wynosiły w 2009 roku niecałe 100 tys. ha. Siedem państw: Francja, Austria, Grecja, Niemcy, Polska, Węgry i Luksemburg zakazały jej uprawy. Ponadto w marcu br. KE podjęła kontrowersyjną decyzję o dopuszczeniu do uprawy ziemniaka Amflora, przeznaczonego do produkcji papieru. W kolejce czeka kilka kolejnych odmian GMO.

Minister Sawicki tłumaczył, że zakaz w Polsce to odpowiedź na zdanie opinii publicznej, niechętnej GMO. Zwrócił uwagę, że logiczne byłoby, by za zakazem upraw GMO szedł także zakaz importu takich produktów w UE.

Tymczasem branżowe organizacje rolnicze: Polski Związek Producentów Kukurydzy, Koalicja Na Rzecz Nowoczesnego Rolnictwa, Krajowy Związek Plantatorów Buraka Cukrowego, Polski Związek Producentów Roślin Zbożowych i Zamojskie Towarzystwo Rolnicze są za GMO, przekonując, że uprawa genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy jest kompleksowym rozwiązaniem problemu odporności upraw na szkodniki.

"W obliczu rokrocznych strat spowodowanych przez omacnicę (gatunek szkodnika), a które w żadnej mierze nie są rekompensowane, apelujemy o możliwość wyboru stosowania nowoczesnych technologii, w tym GMO, na naszych polach. (...) Jedynie nowoczesne technologie są w stanie zapewnić odpowiednią ilość produktów rolniczych, które mogą sprostać zapotrzebowaniom konsumentów" - głosi list rolników do przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka.