Informacja o ujawnieniu symulacji spowodowała wczoraj wzrost optymizmu na rynkach finansowych: kurs euro do dolara zwyżkował do poziomu niespotykanego od maja.

Testy mają objąć 91 czołowych instytucji finansowych w Unii. Chodzi o to, aby sprawdzić wytrzymałość banków kontrolujących przynajmniej połowę rynku w każdym kraju UE.

– Banki europejskie są w dobrej kondycji – zapowiada francuska minister gospodarki i finansów Christine Lagarde.

Wiele wątpliwości wzbudza jednak kondycja banków regionalnych w Hiszpanii i Niemczech, tzw. cajas i landesbanków. Ich bilans jest poważnie obciążony kredytami, których prawdopodobnie nigdy nie uda się odzyskać.

Egzamin wytrzymałości

Decyzję o przeprowadzeniu stress testów podjęli przywódcy UE na czerwcowym szczycie w Brukseli. Ich wyników nie chciała ujawnić kanclerz Angela Merkel. Ostatecznie uległa pod naciskiem prezydenta Francji i premiera Wielkiej Brytanii, którym zależy na odzyskaniu zaufania inwestorów do rynku finansowego. Od wielu miesięcy przeprowadzenia stress testów w Europie domagał się także prezydent Barack Obama. Podobne egzaminy banki w USA przeszły już w zeszłym roku. Największe instytucje finansowe zdały go pomyślnie.

Może być gorzej

Eksperci mają jednak wątpliwości, czy założenia przyjęte w stress testach w Unii są odpowiednio surowe. Egzamin ma sprawdzić m.in., jak obniżą się możliwości udzielania kredytów przez banki i ich zdolność do absorbowania strat, jeśli w tym i przyszłym roku wzrost gospodarczy w całej Unii będzie o 3 pkt proc. niższy, niż zakłada Komisja Europejska.

W testach przyjęto także, że faktyczna wartość obligacji greckich przetrzymywanych przez banki będzie o 17 pkt proc. niższa, hiszpańskich o 4 proc. niższa, a francuskich o 0,7 proc. Niemieckie obligacje nie straciłyby na wartości.

– Dziś faktyczny spadek wartości greckich obligacji wynosi od 30 do 50 proc. Testy nie zakładają także możliwości bankructwa któregoś z peryferyjnych krajów strefy euro, jak Grecja czy Portugalia. Aby rzeczywiście były wiarygodne, muszą być stresujące – twierdzi Pascal Decque, analityk agencji Natixis.