– Wykonanie na działce o powierzchni 1 km kw. pojedynczego odwiertu oznacza całkowitą dewastację obszaru o powierzchni co najmniej 100 mkw. Wycinane są drzewa, buduje się drogi dojazdowe, cały teren jest betonowany, wjeżdżają na niego dziesiątki ciężarówek. Nie ma szans, by takie prace mogły być realizowane na terenach parków krajobrazowych i narodowych – tłumaczy ekspert branży gazowej.

Choć teoretycznie istnieje możliwość uzyskania zgody na wykonanie odwiertów na takim terenie, jest to bardzo kosztowne. Według resortu skarbu, który reprezentuje interesy Orlenu i PGNiG, czyli spółek zaangażowanych w poszukiwania, nie jest dziś wcale powiedziane, że eksploatacja tych złóż będzie opłacalna.

– Jeżeli znajdziemy w Polsce gaz i firmy będą chciały prowadzić dalsze poszukiwania na koncesjach pokrywających się z obszarami Natura 2000, sam fakt, że są to tereny chronione, nie zatrzyma inwestycji – przekonuje jednak Henryk Jezierski, wiceminister środowiska i główny geolog kraju.

Jak tłumaczy, przepisy ustawy o ochronie przyrody dopuszczają bowiem prowadzenie na takim obszarze inwestycji o nadrzędnym interesie publicznym. Problem w tym, że wówczas trzeba minimalizować negatywne oddziaływanie na środowisko.

– A to sporo kosztuje, bo prace tego typu zawsze stwarzają zagrożenie dla środowiska – przyznaje Jan Macuda z Akademii Górniczo-Hutniczej.

Mirosław Rutkowski z Państwowego Instytutu Geologicznego uważa, że rozwiązaniem może być dowiercenie się do złóż za pomocą tzw. odwiertów kierunkowych. Polega to na tym, że do wykonania odwiertu pionowego możemy wybrać sobie miejsce leżące poza obszarem chronionym, natomiast do złoża dostać się już za pomocą odwiertów poziomych o długości nawet 10 km. Tyle że takie prace mogą uczynić wydobycie gazu nieopłacalnym.

Eksperci uważają, że w tym kontekście trzeba ostrożnie oceniać perspektywy wydobycia gazu niekonwencjonalnego, którego zasoby szacowane są w Polsce na 1,4 – 3 bln m sześc.