Frank kosztuje teraz powyżej 3 zł. Dla 700 tys. Polaków, którzy w latach kredytowego boomu, w roku 2006, 2007 i 2008, zadłużali się w szwajcarskiej walucie, to fatalna wiadomość.

Do tej pory szło im nieźle – gładko przeszli etap ostrego kryzysu przełomu 2008 i 2009 roku. Jednak wiosną tego roku sytuacja zmieniła się diametralnie.

Rozbrat z euro

Piotr Kalisz, główny ekonomista Citibanku Handlowego, zwraca uwagę na zadziwiająco odmienne – w porównaniu z poprzednimi miesiącami – zachowania euro i franka.

– Euro umocniło się ok. 7 proc. w ciągu ostatnich trzech miesięcy, a frank dwukrotnie bardziej – mówi Kalisz.

Do tej pory obie te waluty „chodziły” razem nawet w dramatycznych pierwszych miesiącach 2009 roku, kiedy szwajcarska waluta kosztowała 3,30 zł, a euro prawie 5 zł.

Nigdy wcześniej wysokość rat we frankach nie była wyższa niż kredytów złotowych. Tymczasem teraz umocnienie franka sprawiło, że rata zaciągniętej w 2008 roku pożyczki w szwajcarskiej walucie jest wyższa niż w złotych, choć na początku dzieliła je różnica 500 zł.

Frank zaczął błyskawicznie się umacniać wraz z informacjami na temat kłopotów Grecji, członka strefy euro. To fatalnie podziałało na europejską walutę, która od marca straciła do franka prawie 12 proc., a szwajcarska waluta otarła się w piątek w pewnym momencie o poziom 1,30.

Gospodarka na plusie

Jeszcze niedawno rosnącego w siłę franka próbował osłabić bank centralny Szwajcarii, rzucając na rynek setki milionów franków. W końcu skapitulował. Szwajcarzy doszli do wniosku, że nie dadzą rady rynkowi. Inwestorzy cenią franka, bo jest bezpieczną walutą, mocno zakorzenioną w stającej na nogi gospodarce.

– Mamy do czynienia z ożywieniem – mówił niedawno Jean-Pierre Danthine, członek zarządu Szwajcarskiego Banku Centralnego.

Z miesiąca na miesiąc poprawiają się prognozy dla szwajcarskiej gospodarki – w maju wartość eksportu sięgnęła 14 mld dol.; wzrosła piąty miesiąc z rzędu dzięki popytowi, głównie z Azji. Zarówno bank centralny, jak i rząd podnoszą prognozy wzrostu PKB.

Te dobre informacje dla Szwajcarów są fatalnym sygnałem dla kredytobiorców w naszym kraju. – Można powiedzieć, że pomoc, choć nieintencjonalna, dla polskich kredytobiorców ze strony banku centralnego Szwajcarii się skończyła – mówi Marcin Mazurek, ekonomista BRE Banku.

Jego zdaniem frank przynajmniej do jesieni będzie kosztował powyżej 3 zł. – Rynki są wprawdzie rozchwiane, ale nie przypuszczam, by akurat ta waluta traciła na wartości – twierdzi.

Do tego ożywienie gospodarcze w Szwajcarii zwiększa oczekiwania na podwyżki stóp, które umocnią franka. Analitycy twierdzą, że właśnie pod koniec roku stopy w Szwajcarii zaczną rosnąć. To musi się odbić na wysokości rat polskich kredytobiorców.

Nie pomoże nawet dolar

Pędzącego franka mogłoby zatrzymać umocnienie dolara lub euro. Nie ma co jednak na to liczyć. Trudno oczekiwać, by odrodził się dolar, bo perspektywy kontynuacji ożywienia gospodarczego w USA są mgliste.

Z kolei na niekorzyść euro działa efekt grecko-hiszpański. Szczególnie ciężkie może być lato, bo rynek huczy od plotek, że w sierpniu Grecja będzie restrukturyzowała swój dług, czyli de facto nastąpi jego częściowe umorzenie. Kłopoty może mieć też Hiszpania. By umocnić euro, a tym samym pośrednio osłabić franka, palcem nie kiwnie Europejski Bank Centralny, bo słaba wspólnotowa waluta oznacza większe zyski z eksportu dla mocnych gospodarek Eurolandu.

– Dopóki problemy strefy euro nie zostaną rozwiązane, trudno oczekiwać nagłego zwrotu sytuacji – mówi Piotr Kalisz. Jego zdaniem pod koniec roku frank może kosztować nie mniej niż 2,9 zł.

Jak Szwajcarzy walczyli ze swoją walutą

● Szwajcarski bank centralny rozpoczął interwencje – po 14-letniej przerwie – w połowie marca 2009 roku. Udało mu się osłabić walutę o 4 proc. Potem interweniował w maju oraz dwukrotnie w czerwcu – frank zjechał o 2,5 proc. W sumie w I i II kwartale bank wydał na osłabienie franka równowartość 16 mld euro.

● Do interwencji wracał także we wrześniu i listopadzie 2009 r., wydał równowartość 5 mld euro.

● W styczniu szef SNB Philip Hildebrand ostrzegł rynek przed niezapowiedzianymi interwencjami.

● Pod koniec stycznia, w lutym i w marcu bank interweniował przynajmniej czterokrotnie.

● Szwajcarzy zaatakowali w kwietniu i w maju. W czerwcu dali do zrozumienia, że mocny frank nie jest już tak groźny. Kiedy kurs na początku lipca zbliżył się do 1,30, pojawiły się głosy, że bank centralny znowu wróci na rynek.