Firmy działające w branży budowlanej przeżywają hossę. Jeszcze nigdy do podziału nie miały tak dużej liczby kontraktów. To efekt głównie tego, że do większości z nich dokłada Unia Europejska. Na budowę infrastruktury transportowej do 2013 r. Bruksela przyznała nam ponad 19,4 mld euro, przede wszystkim na drogi i linie kolejowe. Chociaż pieniądze będzie można rozliczać do 2015 roku, firmy powoli zaczynają mysleć o tym, co będzie, gdy unijne źródło wyschnie.

– Wartość przetargów w segmencie budownictwa drogowego zaczęła znacząco spadać, a gwałtownego tąpnięcia spodziewam się w roku przyszłym – mówi „DGP” Dariusz Blocher, prezes notowanego na giełdzie Budimeksu.

Batalia o podział środków z kolejnego budżetu na lata 2013 – 2017 dopiero się zaczyna i według ekspertów deszcz pieniędzy na infrastrukturę drogową może się już nie powtórzyć. UE ma już inne priorytety, m.in. zieloną energię.

– Dlatego rozwijamy naszą działalność w obszarze budownictwa energetycznego, nie mówiąc o budownictwie ogólnym i działalności deweloperskiej, którymi zajmujemy się już od lat – mówi Dariusz Blocher.

Na razie firmy mają jednak co robić. Realizowanych jest obecnie ponad 160 dużych inwestycji drogowych. Dzięki temu portfele zamówień w spółkach osiągnęły rekordowe rozmiary. Wspomniany Budimex, jedna z trzech najpotężniejszych firm w branży, zebrał z rynku kontrakty o wartości blisko 8 mld zł.

– Z tego 70 proc. wciąż przypada na budownictwo drogowe – zastrzega Dariusz Blocher.

To jednak szybko będzie się zmieniać. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad rozdała już większość kontraktów autostradowych. W kolejnych latach będą jeszcze co prawda budowane drogi ekspresowe, ale nie są one tak kosztowne jak autostrady. Według informacji z GDDKiA w 2011 roku nakłady na drogi stopnieją z zapowiadanych na ten rok 27,6 mld zł do 23,2 mld zł. W 2012 roku będzie to już tylko 13,2 mld zł.

Firmy nie muszą się jednak zamartwiać. W roku piłkarskich mistrzostw Europy rozgrywanych na boiskach Polski i Ukrainy w pełni rozkręcone powinny być już potężne inwestycje w branży energetycznej. Według ekspertów wydatki do 2020 roku na budowę nowych mocy mogą sięgnąć astronomicznych kwot. Szacunki mówią nawet o 200 mld zł. Pierwsze przetargi na wykonawców inwestycji wartych miliardy właśnie ruszają. O kontrakt na budowę nowego bloku energetycznego w Elektrowni Kozienice o wartości nawet 5,5 mld zł rywalizują ze sobą dwie giełdowe spółki: PBG (buduje m.in. Stadion Narodowy) i Polimex-Mostostal (układa kilka odcinków autostrad). Polskie spółki zawiązały konsorcjum z Alstom Power oraz Hitachi. Udziały PBG i Polimeksu-Mostostal nie przekraczają w nich 50 proc. To oznacza, że w przypadku zwycięstwa jednej z nich do kasy przedsiębiorstwa wpłynie ok. 2 – 2,5 mld zł. Blok ma być gotowy w 2016 roku.

Najwięcej zainwestuje jednak Polska Grupa Energetyczna. Wydatki do 2020 roku wyniosą nawet 80 mld zł, połowę z tego pochłonie budowa pierwszej elektrowni atomowej na Pomorzu. Szansę na udział w konsorcjum, które będzie budować atomówkę, mają polskie firmy budowlane. Ich udział może znacznie obniżyć koszty bardzo drogiego projektu – szacunki mówią o 40 mld zł.

Z tego powodu realizacją inwestycji energetycznych interesują się kolejne firmy. Jedną z nich jest Trakcja Polska, która zajmuje się modernizowaniem linii kolejowych.

– Widzimy w energetyce ogromny potencjał – mówi „DGP” Maciej Radziwiłł, prezes Trakcji Polskiej, która jest notowana na giełdzie.

Spółka na razie koncentruje się na mniejszych projektach i przygotowuje inwestycje w farmy wiatrowe, m.in. zajmuje się wykupem gruntu, zdobywaniem pozwoleń oraz uzyskaniem decyzji o przyłączeniu do sieci elektroenergetycznej kraju.

– Liczymy, że już w przyszłym roku kilka takich projektów zacznie przynosić zyski – mówi Maciej Radziwiłł.