ANALIZA

Nowe otwarcie w relacjach z Polską i innymi krajami UE jest potwierdzeniem przełomu. Nasza dotychczasowa polityka traktowania Zachodu jako zagrożenia, która kulminację miała po pomarańczowej rewolucji, okazała się błędna. Była ona bowiem oparta na założeniu, że Rosja jako mocarstwo energetyczne może dowolnie realizować swoje ambicje w kontrze do Zachodu. Takie mniemanie nie jest wynalazkiem Władimira Putina, to raczej odprysk sowieckiej polityki przełomu lat 70. i 80. Kryzys pokazał, że oparcie się na surowcach prowadzi do powtórki sytuacji z końca lat 80., gdy upadał ZSRR.

Dlatego powstała idea: wykorzystajmy okazję, by przeorganizować gospodarkę, stawiając na innowacje. Skoro tak, trzeba jednak przyciągnąć zachodni kapitał i technologie. Innymi słowy – cytując programowe wystąpienie Miedwiediewa z listopada 2009 r. – „nasze stosunki z innymi państwami powinny być podporządkowane zadaniu modernizacji kraju”. I ten pragmatyzm objawia się ociepleniem relacji z Polską, zaproszeniem aliantów na paradę zwycięstwa 9 maja, rozwiązaniem sporu z Norwegią czy resetem stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. W rosyjskiej polityce nic nie jest przypadkowe.

Autor jest rosyjskim politologiem, wiceszefem moskiewskiego Centrum Technologii Politycznych