Banki nie zawsze zachowywały się w ten sposób. Dotychczas wiele razy duże zmiany kursów walut były wykorzystywane jako pretekst do zwiększania spreadów. Chodzi o różnicę między kursem kupna i sprzedaży walut – w uproszczeniu można powiedzieć, że bank udziela pożyczki po kursie kupna, a klient spłaca po kursie sprzedaży. Wystarczy, by bank o kilka groszy zwiększył rozpiętość między tymi dwoma wartościami, aby zarabiać na kredycie więcej. Tym razem taka sytuacja nie miała miejsca.

– Obecne duże zmiany na rynku walutowym banki traktują jako zjawisko przejściowe i dlatego nie podnoszą spreadów. Gdyby uznały, że osłabienie złotego ma bardziej trwały charakter, to nie byłyby dla klientów tak przyjazne – mówi Wojciech Kwaśniak, były szef nadzoru bankowego.

W ostatnim miesiącu kurs euro wzrósł z 3,90 zł do ponad 4,10 zł, a szwajcarskiego franka z 2,70 zł do prawie 3 zł. Najbardziej zdrożał jednak amerykański dolar. Jego cena wzrosła z 2,90 zł do ponad 3,40 zł. Kursy bankowe, po których spłacane są kredyty, poszły w górę mniej więcej w tej samej skali.

Dla banków, które pozyskują waluty na finansowanie kredytów z rynku, silne wahania kursów oznaczają większe ryzyko kredytowe. Starają się je przenieść na klientów.

– Mogą sobie radzić z tym na dwa sposoby. Jednym jest podnoszenie spreadów, ale wcale nie ma konieczności, by to robić, bowiem można zmieniać tabele kursowe kilka razy w ciągu dnia – mówi Agnieszka Nachyła z Banku Millennium. Większość banków decyduje się na częstsze zmiany kursów.

Przy kredytach w euro średni spread na rynku wynosi, tak jak miesiąc wcześniej, 5,7 proc. W przypadku pożyczek frankowych od początku maja spadł on z 6,2 do 6,1 proc. Także w porównaniu z lutym, gdy ceny walut były stabilne, procentowa wartość średnich spreadów nie zmieniła się.

Są oczywiście wyjątki. W Meritum Banku, przy kredytach w euro, spread wzrósł z 3,35 proc. do 4,10 proc. Trzeba jednak zauważyć, że zdarzają się banki, które nie musiały rozwierać nożyc między kursem kupna i sprzedaży walut, bo i tak stosują wyjątkowo wysokie i niekorzystne dla klientów spready. W Getin Noble Banku w przypadku pożyczek w euro wynosi o 9,6 proc, a we frankach aż 12,2 proc. Ponad 8-proc. spread przy kredytach w euro mają też DnB Nord i Polbank.

Raiffeisen Bank należy do nielicznych kredytodawców, którzy w ostatnim czasie obniżyli spready. Mimo to waluty w bankach nadal są bardzo drogie.

– Dzisiaj banki zarabiają na różnicach kursowych prawie dwa razy więcej niż przed kryzysem – mówi Katarzyna Siwek z Home Broker.

Jeśli jest to więc możliwe, to bardziej opłaca się kupić walutę w kantorze i gotówką spłacić kredyt w banku.

– Średni spread w kantorach przy euro nieznacznie przekracza 1,5 proc., a przy franku 2,5 proc. – mówi Katarzyna Siwek.