Analitycy spodziewali się 4-proc. wzrostu. Liczyli, że handel będzie kontynuował dobrą passę, rozpoczętą w marcu, kiedy sprzedaż wzrosła o blisko 9 proc. w skali roku.

– Prognozy nie wzięły jednak pod uwagę negatywnego skutku żałoby narodowej ogłoszonej po katastrofie w Smoleńsku. Dwa weekendy kwietnia były przecież praktycznie wyłączone z handlu – mówi Tomasz Kaczor z Banku Gospodarstwa Krajowego.

Tylko w trzech spośród dziewięciu kategorii towarów sprzedaż wyraźnie wzrosła. Pierwsza to paliwa. Wzrost wartości sprzedaży można tłumaczyć tym, że ceny w skali roku poszły w górę o 17 proc. Tylko w kwietniu ceny wzrosły o 1,3 proc. Właśnie to było jedną z przyczyn, że inflacja w ubiegłym miesiącu spadła do 2,4 proc, a nie do 2,2 proc., jak spodziewali się tego analitycy.

Lepsze obroty w kwietniu zanotowała też branża farmaceutyczna (wzrost o 16,3 proc. w skali roku). Jednak w tym segmencie wartość sprzedaży systematycznie rośnie, kwietniowy wynik jest potwierdzeniem długoterminowej tendencji. Za to zaskakująco dobrze poradziły sobie w kwietniu sklepy sprzedające meble, sprzęt RTV i AGD (wzrost o 17 proc.).

– Być może wynika to z tego, że coraz więcej sprzętu tego typu Polacy kupują przez internet. Tam handel odbywa się non stop, więc efekt żałoby narodowej w tej branży mógł zadziałać słabiej – mówi Marek Kaczor.

Jego zdaniem kiepskich wyników sprzedaży detalicznej można się spodziewać także w maju – tym razem przez powódź. To może w efekcie nieco przyblokować wzrost PKB w II kwartale, jako że konsumpcja prywatna jest jednym z najważniejszych czynników, które generują przyspieszenie gospodarcze.

Według Marcina Mroza, ekonomisty BNP Paribas Fortis, powódź może zaburzyć wyniki nie tylko majowej sprzedaży detalicznej, ale też produkcji przemysłowej. Analityk przestrzega jednak przed wyciąganiem zbyt pochopnych wniosków na tej podstawie. Według niego sytuacja jest całkiem dobra.

– Sprzedaż detaliczna w kwietniu spadła, ale jednocześnie mieliśmy realny wzrost płac i po raz pierwszy od wielu miesięcy nie było spadku zatrudnienia. Na dodatek gospodarstwa domowe nieźle oceniają swoją sytuację finansową, a skłonność do zakupów się poprawia – mówi ekonomista.

Marek Kaczor dodaje, że być może już w drugiej połowie roku powódź może nawet generować dodatkowe miejsca pracy, gdy ruszy odbudowa.

– I to właśnie sytuacja na rynku pracy będzie najważniejsza dla konsumpcji. A rynek pracy już się stabilizuje – mówi ekonomista BGK. Według opublikowanych wczoraj danych GUS wyraźnie mniejszy jest wzrost liczby nowych bezrobotnych. Urząd podał, że w poprzednim miesiącu nowo rejestrowanych bezrobotnych było niewiele ponad 203 tysiące. Rok wcześniej pracę straciło ponad 217 tysięcy. Spadła też stopa bezrobocia: do 12,3 proc. z 12,9 proc. w marcu.