Reklamy wielu instytucji finansowych wprowadzają klientów w błąd – alarmują przedstawiciele nadzoru.
– Żeby uniknąć pomyłek, potrzebna jest wiedza z zakresu finansów – mówi Adam Płociński, dyrektor pionu rozwoju rynku finansowego Komisji Nadzoru Finansowego.
Z analiz nadzoru wynika, że ze szczególną dozą ostrożności podchodzić należy do wszelkich rankingów oraz przekazów reklamowych o charakterze porównawczym.
Przykładem może być list, jaki prezes jednego z powszechnych towarzystw emerytalnych skierował do członków zarządzanego przez siebie OFE. Znalazło się w nim zestawienie, z którego wynikało, że ten OFE jest najlepszy. Tyle że w zestawieniu wzięto pod uwagę jedynie wyniki 6 największych funduszy emerytalnych. Gdyby jednak wziąć pod uwagę rezultaty wszystkich OFE, pozycja funduszu byłaby znacznie gorsza.
Także do reklam ubezpieczycieli trzeba podchodzić ostrożnie. KNF zwrócił uwagę, że firmy przy kalkulacji wysokości składek uwzględniają bardzo wiele czynników, których nie sposób zaprezentować w reklamie. Jedna z firm chwaliła się np., że jej AC kosztuje nieco ponad 2,7 tys. zł. Jednak nie poinformowała, że do wyliczeń wzięła pod uwagę m.in. udział własny klienta w przypadku szkody czy wypadku oraz zmienną sumę ubezpieczenia (wyliczoną na dzień powstania szkody). Po zmianie tych parametrów oraz kilku innych składka podskoczyła do ponad 8,2 tys. zł.
W 2009 r. do urzędu wpłynęło 9 tys. skarg dotyczących niekorzystnych umów zawartych przez klientów z instytucjami finansowymi. Jak wynika z obserwacji KNF, nie bez winy są sami klienci, którzy rzadko zapoznają się z postanowieniami umów z należytą starannością.
– To bardzo ważne, by klienci konfrontowali informacje przekazywane im w reklamie czy przez przedstawicieli instytucji finansowych z treścią dokumentów – przekonuje Adam Płociński. – Niestety, nie zdarza się to często. Słyszałem nawet o prezesie pewnej instytucji finansowej, który zawarł niekorzystną dla siebie umowę, bo nie miał czasu na przeczytanie dokumentów.
KNF od kilku już lat monitoruje przekazy reklamowe instytucji finansowych. Wydawał już trzy uchwały regulujące kształt promocji instytucji finansowych. Te działania procentują – w ubiegłym roku urząd wystosował 12 zastrzeżeń wobec publikowanych w prasie i emitowanych w telewizji reklam, czyli o połowę mniej niż w 2008 r.
1: jan z IP: 83.10.211.* (2010-05-26 08:06)
Żadnej reklamie nie należy wierzyć. Ponadto sposób, w jaki próbuje się nas nakłonić do kupowania także tego, co nam nie jest wogóle potrzebne budzi etyczne wątpliwości, nawet jeśli jest to zgodne z prawem. Przykładem są np. reklamy w TV, w których ogromnym tekstem bombarduje nas informacja o tym, że np. raty są o%, a maciupeńkim w dole ekranu podawane są jakieś konkretne informacje, które pojawiają sie na kilka sek. i nawet mając zaliczony kurs szybkiego czytania nie sposób ich przeczytać. Ponadto irytujący jest "podkręcony", specjalnie zniekształcony dźwięk, który ma bardziej działać na naszą wyobraźnię, albo może na podświadomość. Najlepiej wogóle tego nie oglądać, chociaż gdybyśmy kupowali tylko to, co nam jest naprawdę potrzebne i nie dawali sobie robić wody z mózgu przy pomocy tych reklam, to gospodarkę by szlag trafił, ponieważ paradoksem kapitalizmu jest to, że paliwem dla gospodarki jest popyt i np. taka powódź może być dla niej zbawienna. Niektórzy przedsiębiorcy się chyba nawet cieszą z tej powodzi, bo ludzie muszą kupić to, co im zalało i np. wyremontować domy. Ale reklamom nie wierzmy, a najlepiej ich nie oglądajmy! Ja nie mam zamiaru np. kupować czegoś, co uważam za zbędny gadżet po to, żeby nakręcać koniunkturę. Wolę mieć... pieniądze w banku na gorsze czasy...
2: xyz z IP: 87.101.32.* (2010-05-26 08:20)
co za szpetny bałwan wymyślił reklamę ja na widok reklamy dostaję podwójnego ciśnienia, wszystkie są do dupy ...
3: n z IP: 213.25.175.* (2010-05-26 09:14)
Instytucje finansowe moga sie reklamowac w rozny sposob - maja do tego prawo.
4: n z IP: 213.25.175.* (2010-05-26 09:16)
Powodz pojawila sie stopniowo z nienacka. Gdy zaczelo sie zle media zaczely informowac o tym. Ten kataklizm nie mogl nikt przewidziec o czym informowal Pan Premier.
5: zombi z IP: 79.191.230.* (2010-05-26 10:23)
4: n z "Ten kataklizm "
A rząd zwleka z ogłoszeniem stanu klęski żywiołowej w Polsce.
"Ja się pytam - jeśli to nie jest klęska żywiołowa, to co nią jest, do cholery?!
Połowa kraju jest pod wodą, zniszczone zostały duże miasta i małe wsie, zginęli ludzie, straty będą liczone w miliardach euro, a pan premier nie kwapi się z wprowadzeniem stanu klęski żywiołowej. Co jeszcze musiałoby się stać, by do świadomości Donalda Tuska dotarła konieczność podjęcia tej decyzji?"
"Nie dopuszczam do siebie myśli, że jedynym powodem jest chęć jak najszybszego przeprowadzenia wyborów prezydenckich. Nie chce mi się wierzyć, że Donald Tusk nie chce podjąć tej decyzji, bo obawia się, że każdy kolejny tydzień pozostawania Bronisława Komorowskiego w roli głowy państwa oddala go od perspektywy zwycięstwa. Nie zgadzam się na podejrzenie, że za aż tak bardzo Platforma chce obsadzić ostatni nie należący do niej urząd, że gra w tej kwestii tragedią powodzi. Że aż tak umiłowała władzę, że nie widzi już zupełnie cierpienia ludzi.
Nie chce mi się w to wierzyć, bo to by oznaczało, że władzę w Polsce sprawują ludzie bez serca. I bez rozumu"

Resort transportu dopina drogową układankę. DGP dotarł do harmonogramu otwarć czterech kolejnych odcinków. Kierowcy mogą od wczoraj jeździć 7-kilometrowym odcinkiem autostrady A2 najbliżej Warszawy – między Konotopą a Pruszkowem. To odcinek E Budimeksu – pierwszy z pięciu budowanych na 91-kilometrowej trasie Łódź–Warszawa.








