Już dziś wiadomo, że ucierpią i tak kulejące po ciężkiej zimie drogi i linie kolejowe. Nikt nie jest jeszcze w stanie precyzyjnie oszacować strat, ale po kilku dniach walki z żywiołem widzimy, że 450 mln złotych, które pochłonęła zeszłoroczna powódź, to zaledwie część tego, co wydamy na pokrycie wszystkich szkód tym razem.

W ostatnich dniach do PZU zgłosiło się 9 tys. poszkodowanych osób. To ponad połowa wszystkich zgłoszeń, jakie trafiły do ubezpieczyciela po ubiegłorocznej powodzi. A prognozy pogody są złe. Deszcz ma padać przynajmniej do piątku.Powódź to dramat zwykłych ludzi. Jutro historie pojedynczych osób i rodzin przełożą się na liczby i dane statystyczne naszej gospodarki. Już dziś wiadomo, że ucierpią i tak kulejące po ciężkiej zimie drogi i linie kolejowe.

Nikt nie jest jeszcze w stanie precyzyjnie oszacować strat, ale po kilku dniach walki z żywiołem widzimy, że 450 mln złotych, które pochłonęła zeszłoroczna powódź, to zaledwie część tego, co wydamy na pokrycie wszystkich szkód tym razem.

W ostatnich dniach do PZU zgłosiło się 9 tys. poszkodowanych osób. To ponad połowa wszystkich zgłoszeń, jakie trafiły do ubezpieczyciela po ubiegłorocznej powodzi. A prognozy pogody są złe. Deszcz ma padać przynajmniej do piątku.

Gospodarka przegrywa z powodzią na południu Polski

Niszczy ona kluczową dla biznesu infrastrukturę. Straty szacują ubezpieczyciele. W 2009 roku wypłacili 450 mln zł odszkodowań. W tym roku zapłacą znacznie więcej

– Maszyny, sprzęt biurowy i ważne dla firmy dokumenty zabezpieczone na wyższych kondygnacjach budynków. Tak wyglądały nasze przygotowania do nadejścia wielkiej wody – mówi Wiesław Różacki, prezes Rafako – giełdowego producenta kotłów. Spółka z Raciborza dobrze pamięta tragedię z lipca 1997 roku, kiedy woda zalała cały zakład. Wtedy stanęli na krawędzi bankructwa.

Wczoraj Rafako miało szczęście. Wielka woda nie wdarła się na teren przedsiębiorstwa. Wszystko dzięki temu, że po ostatnich powodziach wzmocniono i podwyższono wały na Odrze. Kataklizm oszczędził także inne duże przedsiębiorstwa na południu Polski. – Powódź nie ma na razie wpływu na naszą działalność. Nasza siedziba jest na wzgórzu – mówi Adam Homa z Zakładów Magnetyzowych w Ropczycach w woj. podkarpackim.

Ale z jego okna rozpościera się widok na zalane miasto. W niektórych miejscach woda ma więcej niż metr głębokości. I powódź nie ominęła małych sklepów, zakładów usługowych czy stacji benzynowych. Ich właściciele stracili dorobek całego życia, a straty idą nawet w setki tysięcy złotych.

Gminy tracą najwięcej

Zdaniem ekspertów powódź najmocniej uderzy po kieszeniach samorządy. – Największe szkody są na drogach gminnych i powiatowych. Bez pomocy ze strony rządu samorządy nie poradzą sobie z naprawą zerwanych mostów czy uszkodzonych nawierzchni – mówi Adrian Furgalski, dyrektor Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Jeszcze nie wiadomo, ile będzie kosztowała ich naprawa. Straty zostaną oszacowane, kiedy woda ustąpi. Najgorsza sytuacja jest na drogach woj. śląskiego, małopolskiego oraz podkarpackiego.