Euro obecnie nie cieszy się popularnością. Kryzys grecki poważnie nadszarpnął wizerunek eurostrefy. Pierwsze skutki już widać w wynikach badań opinii społecznej. Według badań CBOS, które zostały przeprowadzone w kwietniu – a więc jeszcze przed główną falą napięć spowodowaną obawami o wypłacalność Grecji – aż 49 proc. Polaków było przeciwnych wprowadzeniu euro. Za opowiedziało się 41 proc.

Analitycy są zgodni: największą przeszkodą w szybkiej akcesji jest sytuacja fiskalna. A dokładniej konieczność ograniczenia deficytu.

– To element kluczowy. By spełnić kryterium fiskalne, potrzebne będzie m.in. wprowadzenie reguły ograniczającej wydatki i dokończenie reformy emerytalnej. Druga sprawa to ustabilizowanie sytuacji na rynku. To nam ułatwi sprawne przeprowadzenie złotego przez ERM2 – mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku.

Według niego to, czy Polska będzie w stanie przyjąć euro w najbliższych latach, zależy od nowego rozdania wyborczego. Gdyby w Sejmie zabrakło większości, która mogłaby zmienić konstytucję, to nie ma szans na rozpoczęcie procesu wejścia do strefy euro w ciągu najbliższych 6 lat. Na razie scenariusz bazowy to przystąpienie w 2015 roku.

Jest jednak jeszcze jeden czynnik: nie wiadomo, czy bardzo zmęczona kryzysem strefa euro będzie chciała przyjmować nowych członków. Ekonomiści uważają, że wiele zależy od tego, czy Polska potraktuje serio proces integracji. Jak mówi Marcin Mróz, nie wystarczy jednorazowe obniżenie deficytu – rząd musi doprowadzić do tego, aby finanse publiczne były zrównoważone, albo ograniczyć deficyt dużo poniżej wartości referencyjnej.

– Wtedy będziemy mieli pole manewru w polityce gospodarczej w przypadku wystąpienia jakiegoś silnego wstrząsu. Trzeba pamiętać o tym, że nie będziemy już mieli ani własnej waluty, ani stóp procentowych – mówi ekonomista BNP Paribas Fortis.

Według Jakuba Borowskiego nie ma powodów, by sądzić, że teraz strefa euro zamknie przed Polską drzwi, jeśli tylko nasz kraj wypełni kryteria konwergencji. Strefa będzie się rozszerzać choćby po to, żeby pokazać swoją siłę.

– Fakt, że mimo problemów w samej strefie euro zdecydowano o przyjęciu do niej Estonii już od przyszłego roku, też o czymś świadczy – mówi ekonomista Invest-Banku.

Jak mówi, ryzyko, że wejście Polski do strefy zostanie zablokowane z powodów politycznych, jest znikome. Ekonomista dodaje także, że nie ma obawy, że decydenci unijni użyją argumentu o nietrwałym spełnieniu kryteriów. Polska może zawsze się powołać na precedens Słowacji, wobec której zastrzeżenia miał Europejski Bank Centralny.

– Nikomu nie będzie zależało na tym, aby Polska poniosła w tym procesie porażkę. Gdyby do tego doszło, mogłoby to zniechęcić inne kraje – mówi Jakub Borowski.

W BCC o polskiej (nie)gotowości do euro

Deklaracja premiera Donalda Tuska, z której wynika, że rząd już się nie spieszy do wspólnej waluty, wywołała dyskusję wśród ekonomistów. Włączył się do niej Business Centre Club. BCC zorganizował wczoraj debatę na ten temat z czołowymi polskimi ekonomistami – patronat nad przedsięwzięciem objął „DGP”. Poniżej przedstawiamy ich opinie.