Inflacja w kwietniu obniżyła się do 2,4 proc. z 2,6 proc. w marcu. Ekonomiści spodziewali się głębszego spadku, do około 2,2 proc. I mogłoby tak być, gdyby nie dość duży wzrost cen paliw. Podrożały one w ubiegłym miesiącu o 17 proc. w skali roku. W ciągu miesiąca ceny wzrosły o 1,3 proc.

– Wynika to z efektu kursowego. Złoty w kwietniu nie był tak mocny w stosunku do dolara jak wobec euro – mówi Piotr Kalisz, ekonomista Citi Handlowego. Co więcej, ceny ropy na światowych rynkach w kwietniu rosły.

Niewykluczone, że paliwa będą powstrzymywać głębsze spadki inflacji także w kolejnych miesiącach. Dolar ciągle się umacnia. Ceny surowców rosną. Według Piotra Bujaka z BZ WBK to surowce są głównym czynnikiem ryzyka dla prognoz spadku inflacji w Polsce. Jego zdaniem odpływ kapitału z rynków papierów wartościowych i walut – wywołany obawami o kondycję fiskalną krajów rozwiniętych na rynek surowców – może spowodować wzrost presji inflacyjnej.

– Można sobie wyobrazić duży napływ kapitału na rynek złota, ale też surowców przemysłowych. To może nasilać presję inflacyjną na świecie, która zostanie zaimportowana do Polski – mówi ekonomista

Drugi czynnik ryzyka to ceny żywności. Te trudno jest prognozować, bo zależą one od zbyt dużej liczby czynników. Choćby od pogody.

Na razie scenariusz większości ekonomistów jest jeden: inflacja ma spadać przynajmniej do lata, głównie ze względu na tzw. efekt bazy.

Dodatkowym powodem jest niska presja popytowa – sytuacja na rynku pracy ciągle nie jest najlepsza, wynagrodzenia rosną umiarkowanie, więc sprzedawcy nie ryzykują podwyżek cen.

Według analityków, w ostatnich miesiącach 2010 roku inflacja powinna zacząć rosnąć, ale umiarkowane, czyli w granicach celu inflacyjnego NBP. A cel to 2,5 proc.

– Tak niska inflacja daje komfortową sytuację Radzie Polityki Pieniężnej, która nie musi się spieszyć z podwyżkami stóp – mówi Piotr Bujak z BZ WBK. Jego zdaniem pierwsza podwyżka nastąpi w IV kwartale. Podobnie uważa Piotr Kalisz.