Minister przyznał w Radio ZET, że to lepiej, iż obecnie nie jesteśmy w strefie euro. Porównał ją do remontowanego domu. "Za te kilka lat, jak strefa euro będzie wzmocniona, pomalowana, już błyszcząca (...), będziemy mogli do niej spokojnie się wprowadzić" - podkreślił.

"Kalendarz (wchodzenia do strefy euro - PAP) budujemy, ale on nie jest priorytetem" - powiedział. Przyznał, że możliwy jest rok 2015. "Już od dłuższego czasu mówimy bardzo jasno, że do strefy euro się nie spieszymy. Trzeba umieć elastycznie reagować na różne sytuacje" - zaznaczył.

Rostowski mówił także o sporze MF z NBP o tzw. Elastyczną Linię Kredytową z Międzynarodowego Funduszu Walutowego (FCL). "Myślałem, że to jest spór co do zasadności linii, co do polityki gospodarczej, a nie spór o to, która z polskich instytucji poniesie koszty (...). Mogę powiedzieć, że cieszę się, że NBP nareszcie zdaje sobie sprawę, że linia jest potrzebna" - powiedział.

We wtorek NBP poinformował w komunikacie, że może poprzeć rząd w staraniach o dostęp do FCL, jednak pod pewnym warunkiem. "Narodowy Bank Polski jest gotów poprzeć starania Rządu o uzyskanie dostępu do Elastycznej Linii Kredytowej MFW w przypadku, gdyby w ocenie Ministra Finansów wystąpiły czynniki fiskalne, mogące mieć wpływ na bilans płatniczy kraju" - napisał NBP.

Bank centralny wyjaśnił, że w takiej sytuacji NBP będzie pełnić wyłącznie funkcję agenta finansowego rządu, co będzie oznaczać, że NBP nie będzie zobowiązany do uiszczenia na rzecz Międzynarodowego Funduszu Walutowego tzw. opłaty za gotowość.

5 maja minął rok od podpisania z MFW umowy dotyczącej FCL. Zgodnie z nią Polska przez rok miała dostęp do ok. 20,58 mld dolarów, które zasilały rezerwy walutowe banku centralnego. Środki te nie były wykorzystywane. FCL przyznawany jest jedynie krajom o stabilnych fundamentach makroekonomicznych. Według NBP, koszt kredytu to ok. 182 mln zł, które obciążają wynik NBP. Bank centralny szacuje, że gdyby Polska faktycznie chciała skorzystać z linii kredytowej, to w przypadku wykorzystania 30 proc. przyznanych środków na pięć lat opłata wyniosłaby powyżej 1 mld zł, a przy wykorzystaniu 100 proc. środków - 1,4 mld zł.

W ubiegłym tygodniu minister finansów zwrócił się do p.o. prezesa NBP o podpis pod wnioskiem w sprawie przedłużenia dostępu Polski do elastycznej linii kredytowej.

Zdaniem ministra Rostowskiego "gospodarzem" linii, która wygasła 5 maja, był NBP. Zaznaczył, że kredyt chronił i będzie chronił zarówno złotego, jak i bilans płatniczy - za co jest odpowiedzialny NBP - i "swoją drogą jakieś ryzyka, które by istniały dla budżetu".

Rostowski dodał, że nad komunikatem NBP resort będzie musiał się zastanowić. Wyjaśnił jednak, że ustawa o NBP utrudnia rządowi, by budżet płacił za FCL. "Mówi jasno, że NBP pokrywa koszty związane z członkostwem w MFW, a jest ewidentne, że to jest koszt związany z członkostwem" - wyjaśnił. Podkreślił, że jeśli NBP będzie potrzebował pieniędzy z FCL, żeby bronić złotego, to on "nie będzie im wystawiał rachunku".