Jako jedyni w Europie możemy poszczycić się wzrostem gospodarczym. Spadek bezpośrednich inwestycji zagranicznych był w Polsce zdecydowanie mniejszy niż u sąsiadów. Wrócili do nas Amerykanie oraz Azjaci. Inwestycje zagraniczne mają w tym roku wynieść nawet 10 mld euro, wobec 8 mld euro przed rokiem. Jest dobrze, a ma być jeszcze lepiej – taki wniosek można wysunąć z konferencji Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych oraz PricewaterhouseCoopers pt. Dlaczego Polska?

W dużej mierze mieliśmy po prostu szczęście.

– Polska gospodarka odnotowuje wyniki zdumiewające. To, co się wydarzyło, jest zagadką – mówi Witold Orłowski, doradca ekonomiczny PricewaterhouseCoopers.

Tłumaczy, że pomogło nam wiele czynników. Polskie banki nie nauczyły się jeszcze angażować w ryzykowne operacje. Korzystne było członkowstwo w Unii Europejskiej oraz – co ciekawe – to, że nie mamy euro. Napływ środków unijnych spowodował, że inwestycje infrastrukturalne zrównoważyły spadek inwestycji firm. To, że nie wzrosło bezrobocie, to skutek elastyczności firm i sukces reform.

Mamy więc obecnie przewagę nad innymi państwami. Wygląda jednak na to, że grozi nam zachłyśnięcie się optymizmem. Tymczasem dobry czas się skończy i może się okazać, że przestaniemy być idealnym miejscem na inwestycje.