Ministerstwo Skarbu Państwa ogłosiło wczoraj – w środku załamania na światowych giełdach – że do najbardziej oczekiwanego debiutu giełdowego roku dojdzie 12 maja. Tego dnia dziesiątki tysięcy drobnych inwestorów, którzy kupowali papiery PZU, stojąc w kolejkach, będzie mogło je sprzedać. Zdaniem analityków ostatnie spadki na światowych rynkach i warszawskiej GPW nie powinny spowodować, że stracą na tej inwestycji. Wręcz przeciwnie. Na akcjach największego polskiego ubezpieczyciela będzie można zarobić. Ile? To będzie zależało od tego, czy rynki do przyszłego wtorku się uspokoją.

– Szansa na to, by PZU kosztowało mniej niż cena emisyjna (312,5 zł), jest minimalna. Żeby doszło do takiej sytuacji, w najbliższych dniach na światowych giełdach musiałoby dojść od fali bardzo mocnych spadków – uważa Marcin Materna, analityk DI Millennium.

Jego zdaniem inwestorzy powinni liczyć na 10 proc. zysku, co oznacza, że na debiucie papiery PZU będą kosztowały ok. 340 zł.

Według Jarosława Lisa z Union Investment TFI na akcjach ubezpieczyciela będzie można zarobić nawet więcej. W jego ocenie 340 zł za jedną akcję to wariant pesymistyczny, zakładający, że we wtorek sytuacja na rynkach będzie nadal nerwowa. Natomiast jeśli giełdy przestaną spadać, to należy oczekiwać nawet 350–360 zł za jeden walor na debiucie.

– Po takiej cenie już teraz są wyceniane akcję ubezpieczyciela w obrocie pozarynkowym – mówi Jarosław Lis. Wyjaśnia, że zagraniczni inwestorzy, którzy nie są zadowoleni z przydzielonej im puli akcji, starają się już je skupować, nie czekają na giełdowy debiut.

– Wejście PZU na giełdę spotka się z pozytywną reakcją inwestorów, szczególnie że popyt instytucji nie został zaspokojony. Jego akcje będą miały wysoki udział w WIG20, co powoduje, że będą atrakcyjnym papierem, który będzie się cieszył dużym zainteresowaniem ze strony zagranicznych inwestorów – mówi Katarzyna Dąbrowska, zarządzająca w BZ WBK AIB Asset Management.

Popyt ze strony instytucji dziewięciokrotnie przekroczył przeznaczoną dla nich liczbę papierów towarzystwa. To oznacza, że podczas oferty mogli oni kupić zaledwie 11 akcji ze 100, po które się zgłosili. Tymczasem do redukcji nie doszło wśród drobnych inwestorów. Każdy z nich dostał tyle papierów, ile chciał. Średnio było to 28 papierów. Duża w tym zasługa resortu skarbu, który zdecydował się sprzedać dodatkowe 5 proc. akcji PZU.