Dziś w Warszawie Herbert Wirth, prezes KGHM, oficjalnie ogłosi kupno udziałów w miedziowo-złotym złożu w Kanadzie oraz pakietu mniejszościowego akcji Abacus Mining, tamtejszej firmy wydobywczej notowanej na giełdzie w Vancouver. 51 proc. udziałów w spółce założonej przez obie firmy obejmie KGHM.

Na sfinalizowanie transakcji spółka potrzebuje 228,7 mln zł. Na realizację projektu zakładającego 23-letni okres eksploatacji złoża Polska Miedź wyda 1,6 mld zł. Umowa zakłada roczną produkcję miedzi na poziomie 50 tys. ton rocznie, a złota – 100 tys. uncji. Wydobycie ma ruszyć już w 2013 roku.

Wiele wskazuje na to, że na finansowanie inwestycji spółka przeznaczy środki z zysku wypracowanego w 2009 roku, który wyniósł 2,5 mld zł. Jak dowiaduje się „DGP”, Skarb Państwa, który ma 32 proc. akcji koncernu, nie zamierza drenować spółki.

– KGHM zostanie potraktowany ulgowo i spółka dostanie trochę oddechu – mówi nasz informator z Ministerstwa Skarbu Państwa.

W tym roku zarząd KGHM zaproponował, by na każdą akcję wypłacić 3 zł dywidendy. Losy podziału zysku miedziowego giganta zadecydują się 17 maja na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy. Według naszych ustaleń przedstawiciele Skarbu Państwa nie będą forsować drastycznego podniesienia dywidendy, ale zadowolą się maksymalnie 6 – 7 zł za papier. To by oznaczało, że w kasie KGHM zostanie połowa zysku.

Skąd taka decyzja? Skarb – oprócz kanadyjskiej inwestycji spółki – bierze pod uwagę zaangażowanie Polskiej Miedzi w projekt budowy elektrowni o mocy 910 megawatów. Wspólna inwestycja z Tauronem będzie kosztować ok. 1,4 mld euro.

W ostatnich latach dywidendy wypłacane przez KGHM były wyższe od rekomendacji zarządu. Np. z zysku za 2008 roku KGHM przeznaczył na nią aż 80 proc. środków.

Do państwowej kasy z dywidend za 2009 rok wpłynęło już 600 mln zł. Ustawa budżetowa przewiduje dochody z tego źródła w wysokości 4 mld zł. Z zebraniem takich środków nie będzie żadnych problemów. To kolejny argument na poluzowanie polityki wobec KHGM.