Jakie ryzyko niesie ze sobą inwestowanie w obligacje

Samą informację o wypłacie zysku banku centralnego rynek konsumuje już od stycznia. To wtedy pojawiły się pierwsze spekulacje na ten temat. Dziś inwestorzy uważnie przysłuchują się dyskusji na temat wysokości wpłaty. Od niej będzie zależeć wielkość puli papierów dłużnych, jaką resort finansów może wystawić na sprzedaż. A to dziś bardzo popularne papiery. Wczoraj ministerstwo sprzedało obligacje pięcioletnie o wartości 3 mld zł, a popyt był dwukrotnie większy. Co ważniejsze, udało się uzyskać rentowność poniżej 5 proc. Wyłączając chwilowy spadek rentowności w styczniu 2009 r., który był odreagowaniem po wcześniejszym gwałtownym wzroście, taki poziom dochodowości pięcioletnie obligacje miały długo przed kryzysem – w marcu 2007 r.

Lepiej od Hiszpanii

Jak mówi Marek Kaczor, diler rynku długu z PKO BP, nic nie wskazuje na to, żeby popyt osłabł w kolejnych tygodniach. Do Polski ucieka bowiem kapitał z krajów Europy Południowej, głównie z Grecji. Ryzyko polskiego długu jest dziś wyceniane niżej niż portugalskiego czy hiszpańskiego. A na dodatek polska gospodarka ma dość mocne fundamenty.

Zmniejszenie podaży obligacji w warunkach utrzymującego się dużego popytu może spowodować kolejny wzrost cen i spadek rentowności. Według analityków rynku długu to dla resortu finansów sytuacja komfortowa. Rząd już zaczął ją zresztą umiejętnie rozgrywać: po wczorajszym sukcesie resort finansów zapowiedział, że jeszcze w tym kwartale ograniczy podaż. W planie była wartość sprzedaży mieszcząca się w przedziale 17 – 26 mld zł. MF może się więc zadowolić wartością podaży z tego dolnego przedziału. A to by oznaczało, że w maju i czerwcu resort będzie szukał chętnych na papiery za prawie 11 mld zł.

Wyhamuje mocny złoty

Ograniczenie sprzedaży obligacji jest tym bardziej prawdopodobne, że nie tylko zysk z NBP zmniejszy tegoroczny deficyt budżetowy. Ekonomiści spodziewają się, że dziura w budżecie może być niższa w sumie o blisko 15 mld zł w porównaniu do planu z ustawy, czyli 52 mld zł. To zasługa nieco szybszego wzrostu gospodarczego niż ten, który założył rząd. Zdaniem Rafała Beneckiego, ekonomisty z ING BSK, daje to szansę na wyższe wpływy z podatków.

Skutkiem ubocznym ograniczenia sprzedaży obligacji może być wyhamowanie umocnienia złotego. Analitycy walutowi zwracają uwagę, że złoty zyskiwał zwykle przed przetargami MF. Tak było i wczoraj, kiedy w pierwszej części dnia zyskał 2 grosze do euro. – Zwykle inwestorzy zagraniczni kupowali złotego, by móc wziąć udział w aukcji. Teraz złoty może wypaść z tego rytmu – mówi Marek Wołos, analityk TMS Brokers. I dodaje, że przez to kapitałowi spekulacyjnemu trudniej będzie obstawiać kierunek notowań. – Wyhamowanie umocnienia złotego nie oznacza jednak, że zacznie się on osłabiać. Można się raczej spodziewać stabilizacji na rynku – mówi analityk.