W Polsce zaczyna obowiązywać unijna dyrektywa MiFID, czyli zbiór przepisów, których muszą przestrzegać banki handlujące produktami inwestycyjnymi. Dzięki dyrektywie klient powinien dostać ofertę adekwatną do jego wiedzy o rynku kapitałowym.

Banki będą sprawdzać znajomość instrumentów finansowych przy pomocy specjalnych ankiet, które będzie musiał wypełnić każdy chętny do zainwestowania w fundusze.

Jeżeli test wykaże, że instrument jest dla klienta nieodpowiedni, pracownik banku będzie miał obowiązek go ostrzec.

– Jednak nie może mu odmówić sprzedaży produktu – mówi Mateusz Gołąb, dyrektor zarządzający w Banku Pekao. Uparty klient musi jednak podpisać oświadczenie, że jest świadomy swojej decyzji.

To nie wszystko. Klienci będą mogli uzyskać o wiele więcej informacji niż obecnie. Np. bankowcy mają obowiązek powiedzieć, ze sprzedaży których produktów inwestycyjnych mają największą prowizję. Mają też informować o wszelkich opłatach.

Mogą nawet doradzić, który produkt wybrać. Zanim jednak to zrobią, przeprowadzą kolejny test. Dzięki niemu stworzą profil inwestycyjny klienta: odpowiedzą na pytanie, czy preferuje on inwestycje ryzykowne, czy bezpieczne, czy chce zainwestować pieniądze na rok, czy na piętnaście lat, czy chce uzbierać na emeryturę, czy na wakacje.

Bruksela ma nadzieję, że dzięki takim testom klienci kupujący jednostki funduszy inwestycyjnych nie wpadną w finansowe pułapki. Takie jak w latach 2008 – 2009, kiedy Polacy zainwestowali miliony w najbardziej ryzykowne fundusze. Zapłacili za to stratami sięgającymi kilkudziesięciu procent. Teraz przed przeszarżowaniem mają ich ostrzegać same banki.

Jeżeli tego nie zrobią, klient będzie mógł się poskarżyć na nie do sądu. O wyrok będzie znacznie łatwiej niż teraz, bo nieprzestrzeganie dyrektywy oznacza złamanie kilku ustaw.