Projekt budowy polsko-litewskiego łącznika gazowego był jednym z głównych tematów ostatniej wizyty zagranicznej Lecha Kaczyńskiego. Tragicznie zmarły prezydent o inwestycji jeszcze w zeszły czwartek rozmawiał w Wilnie z prezydent Dalią Grybauskaite. Inicjatywa zyskała poparcie władz Litwy, w tym premiera Andriusa Kubiliusa. Realizacja inwestycji miała ruszyć z kopyta. Strony uzgodniły, że wystosują oświadczenie do Komisji Europejskiej z prośbą, by projekt budowy polsko-litewskiego gazociągu został uznany za priorytetowy.

Bez finansowego wsparcia ze strony UE budowa interkonektora gazowego wydaje się mało prawdopodobna. Rurociąg, którego długość może wynieść 365 km, po polskiej stronie biegłby od miejscowości Budzisko przez teren północno-wschodniej Polski. A to biała plama na gazociągowej mapie.

Z powodu m.in. kosztów tej inwestycji dotąd ani polskie, ani litewskie firmy nie były zainteresowane projektem. W czerwcu 2009 roku Gaz-System, spółka zarządzająca siecią gazową w Polsce, przeprowadziła procedurę open season (badanie zapotrzebowania na taki interkonektor). Jednak wówczas nie zostały złożone żadne zamówienia na przesył gazu.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że w tym roku Gaz-System po raz kolejny przeprowadzi badanie open season. Tym razem Wilno zapowiada, że weźmie w nim udział litewska firma gazociągowa Lietuvos Dujos. Litwinom, którzy w 100 proc. uzależnieni są od surowca z Rosji, zależy bowiem na pozyskaniu nowego źródła dostaw gazu. Polska liczy natomiast na atrakcyjny kierunek eksportu.

W 2014 roku, po uruchomieniu terminalu LNG, będziemy dysponować nadwyżkami gazu. W przyszłości, gdy ruszy już wydobycie gazu z łupków, którego w Polsce może być nawet 3 bln m sześc., nadwyżki surowca w kraju będą znacznie wyższe. Właśnie na tani gaz łupkowy liczą Grybauskaite i Kubilius.

1 mld m sześc. gazu w ciągu roku moglibyśmy eksportować na Litwę