Najszybciej sprzedają się małe lokale, o powierzchni nieprzekraczającej 50 metrów. W rezultacie coraz mniejszy jest wybór takich mieszkań.

– Co prawda, nowe mieszkania, których budowę rozpoczęto jeszcze przed kryzysem, cały czas wchodzą na rynek, ale według mnie pod koniec tego roku zacznie brakować gotowych lokali – uważa Robert Chojnacki, prezes firmy redNet Property Group, która zajmuje się analizowaniem rynku nieruchomości.

Według niego w tej chwili w Warszawie dostępnych jest ok. 4,5 tys. mieszkań. Rok temu, gdy podaż gotowych lokali była największa, niektórzy eksperci szacowali, że liczba pustostanów w stolicy przekracza 15 tys.

– Dzisiaj w siedmiu największych aglomeracjach jest niecałe 40 tys. ofert sprzedaży mieszkań budowanych przez deweloperów. Z tego 10–12 tys. to mieszkania oddane już do użytku i czekające na nabywców – mówi Robert Chojnacki.

Przyjmując, że średnia wartość transakcji na rynku nieruchomości to ok. 350 tys. zł, potrzeba mniej niż 5 mld zł, by tę nadwyżkę wolnych mieszkań z rynku zdjąć. Tymczasem w ostatnim kwartale ubiegłego roku banki udzieliły w całym kraju kredytów mieszkaniowych na 10 mld zł. Według szacunków bankowców w 2010 roku tych kredytów powinno być blisko 50 mld zł, czyli o ok. 20 proc. więcej niż w 2009 roku. Oczywiście, duża część tych pieniędzy przeznaczona jest na zakup mieszkań używanych, ale na nowe pożycza się także sporo, co może szybko doprowadzić do wykupienia dostępnych obecnie, gotowych lokali deweloperskich.

– W kolejnych miesiącach zjawisko będzie się nasilało i będzie coraz mniejszy wybór gotowych mieszkań – prognozuje Katarzyna Siwek z Home Broker.

Niektórzy deweloperzy już w tej chwili nie mają żadnych lokali, do których można się od ręki wprowadzić.

– Ostatnie gotowe mieszkanie sprzedaliśmy kilka dni temu. Kolejne będą dopiero jesienią, gdy zakończymy trwające inwestycje – mówi Anna Korzeniowska z firmy Arche.

Na szczęście, inwestycji rozpoczętych w ubiegłym roku było znacznie więcej niż w kryzysowym roku 2008. Deweloperzy stawiali na małe metraże. Jest więc nadzieja, że w połowie 2011 roku podaż mieszkań, zwłaszcza niewielkich, powinna się wyraźnie zwiększyć.

Mimo braku niektórych rodzajów mieszkań nie należy się obawiać dużych podwyżek. Eksperci zgodnie twierdzą, że ceny małych metraży zwiększą się jedynie o kilka procent, a większe lokale w tym roku w ogóle nie powinny zdrożeć. Poza tym jeśli dzisiaj zdecydujemy się na kupno mieszkania w rozpoczynanej inwestycji, to możemy liczyć na spore rabaty.

– Wielu deweloperów ciągle ma problemy z uzyskaniem kredytu w banku, więc wszelkimi sposobami zachęca do kupna mieszkania na wczesnym etapie budowy. Dlatego proponuje upusty cenowe sięgające nawet 300–400 zł na metrze – mówi Katarzyna Siwek.

Kupujący będą musieli się uzbroić w cierpliwość, bo jeśli teraz zdecydują się na zakup, na przeprowadzkę będą musieli poczekać rok albo nawet dłużej. Od jesieni, podobnie jak to miało miejsce przed kryzysem, taka sytuacja może znowu stać się normą.